FANDOM


Gdy ćma wychodzi ze swojego kokonu, czy pamięta, jak była gąsienicą? Orianna
Kiedyś będąca ciekawską dziewczyną z krwi i kości, Orianna jest teraz cudem techniki w całości skonstruowanym z mechanicznych części. Po wypadku w niższych dzielnicach  Zaun śmiertelnie zachorowała, a jej konające ciało musiało zostać wyjątkowo uważnie zastąpione, kawałek po kawałku. Mając u boku niezwykłą mosiężną  kulę, w której znajduje się jej hextechowe serce, Orianna może teraz swobodnie odkrywać cuda  Piltover i nie tylko.

Mechaniczna Baletnica Edytuj

Warsztat uznanego artefaktora Corina Revecka mieścił się pośród eklektycznych sklepów  Piltover. Misterne mosiężne wzory autorstwa Corina, słynącego z kunsztu w tworzeniu sztucznych kończyn, sprawiały, że jego protezy zapierały dech w piersiach i często były lepsze od zastępowanych przez nie części ciała. Jego córka, Orianna, była również jego czeladniczką — dzięki przyjaznemu nastawieniu i wrodzonej ciekawości idealnie nadawała się do zarządzania sklepem i wyrosła na zdolną rzemieślniczkę.

Orianna miała duszę awanturniczki, ale jej ojciec w obawie o bezpieczeństwo córki nigdy nie pozwalał jej opuszczać najbliższych okolic. Zamiast tego zabierał ją do teatru, gdzie tancerze za pośrednictwem skoków i piruetów opowiadali historie o dalekich krainach. Orianna marzyła o odwiedzeniu tych dziwnych i cudownych miejsc i zawsze szybko pędziła do domu, żeby budować własnych, nakręcanych tancerzy.

Do sklepu dotarły wieści o katastrofie w mieście pod miastem,  Zaun. Wybuch rozerwał rurę z chemikaliami, a ta zaczęła wypluwać chmury trującego gazu. Orianna nalegała, żeby razem pomogli ofiarom, ale Corin stanowczo jej tego zabronił. Zaun było zbyt niebezpieczne.

Orianna wzięła zatem tyle narzędzi, ile zdołała unieść, wykradła się w noc i zjechała hexdrauliczną windą w czeluście.

Obraz zniszczenia był przytłaczający. Ulice wciąż były jednym wielkim gruzowiskiem, a Zaunici przedzierali się przez toksyczną mgłę, mając twarze zakryte jedynie nasączonymi olejem szmatami. Noc w noc Orianna naprawiała respiratory i zakładała ezofiltry. Oddała nawet własną maskę dziecku, które ledwo oddychało.

Jej ojciec był wściekły, lecz niedługo po swoim powrocie Orianna poważnie podupadła na zdrowiu. Jej płuca były tak zniszczone, że nie było mowy o wyzdrowieniu. Nie chcąc się z tym pogodzić, Corin poświęcił się w całości najambitniejszemu projektowi, jakiego kiedykolwiek się podjął — pragnął stworzyć w pełni sprawną parę sztucznych płuc.

Po tygodniach nieprzespanych nocy ukończył swe desperackie zadanie i sam przeprowadził operację. Żeby powstrzymać swoją córkę przed ponownym zapuszczeniem się za daleko, Corin stworzył płuca, które były nakręcane za pomocą specjalnego klucza, trzymanego przezeń w sejfie.

Orianna wróciła do pracy, lecz trucizna wciąż rozprzestrzeniała się w jej organizmie. Ojciec z córką pracowali w pocie czoła, konstruując nowe implanty i protezy, które zastępowały narządy Orianny, gdy te odmawiały posłuszeństwa. Kawałek po kawałku jej ciało zmieniało się ze śmiertelnego w mechaniczne, aż pozostało tylko jej zdrowe serce. Ten długi — i kosztowny — proces pochłonął cały majątek Corina, ale uratował życie jego córki. Byli szczęśliwi, lecz nie długo.

Orianna stopniowo zaczynała czuć, że nie jest już tą samą osobą, którą była kiedyś. Dawne wspomnienia były niczym opowieści. Nawet jej kreatywność powoli gasła, a jej ukochani nakręcani tancerze coraz bardziej przypominali raczej mistrzowsko dostrojone mechanizmy niż dzieła sztuki.

Lecz choć czas zatrzymał się w miejscu dla Orianny, dla jej ojca wciąż maszerował naprzód.

Długie, chude lata wywołały u Corina potwornie bolesne skurcze w klatce piersiowej, przez co nie mógł dłużej wykonywać swojego zawodu, więc Orianna była zmuszona pracować na jego utrzymanie. Osiągnęła niebywały kunszt w tworzeniu figurek, mimo że wspominanie tego, co je zainspirowało, przynosiło jej niewiele przyjemności. Z miniaturowych tancerzy płynęły niezłe zyski, lecz nigdy nie były wystarczające, by kupić tę jedną rzecz, która według Orianny mogła uratować jej ojca. W tej kwestii zwróciła się do lokalnego chemtechowego barona.

Orianna nigdy nie pytała, jak wszedł on w posiadanie hextechowego kryształu. Po prostu zapłaciła tyle, ile chciał. Jednak zanim mogła zrobić użytek z kryształu, chemtechowy baron wrócił i zażądał drugiej opłaty. Następnie trzeciej. Kiedy skończyły się pieniądze, Orianna wiedziała, że jego następna wizyta skończy się aktem przemocy. Spojrzała na kryształowe narzędzie, wciąż niedokończone, zbyt niedopracowane i zbyt potężne dla ludzkiego ciała. Zobaczyła logiczne rozwiązanie. Corin potrzebował serca, którego nikt nigdy by mu nie odebrał. Potrzebował jej serca.

Całymi tygodniami czyniła przygotowania — zbudowała nakręcaną kulę i zintegrowała ją z własnymi mechanizmami, usposabiając ją do przechowywania kryształu. Podawszy ojcu środek nasenny, rozpoczęła operację.

Corin stał się jednością z ostatnią pozostałością po córce, którą znał i którą kochał. Przez całą noc Orianna słuchała regularnego bicia jego serca i cichego pomruku hextechu z własnej pięknej, misternej kuli. Właśnie wtedy zdała sobie sprawę, że pozbyła się ostatniej cząstki swojego człowieczeństwa, lecz nie czuła strachu ani nie żałowała tej decyzji — pogodziła się z nią. Stała się czymś zupełnie nowym, mechaniczną baletnicą, i poczuła potrzebę odnalezienia swojego miejsca w ogromnej maszynie świata.

O poranku wzięła klucz służący do nakręcania jej płuc. Jeden ruch jej kuli przyczepił go solidnie do jej pleców. Potem odeszła na dobre. Corin obudził się i spostrzegł, że jego warsztat jest wypełniony setkami figurek. Lecz pośród nich była ta jedna, której obiecał nigdy nie sprzedać — kręcąca piruety w takt niekończącego się baletu złota tancerka niepotrzebująca klucza.

Fieram Edytuj

Orianna przemierzała opustoszały i nieruchomy w wieczornym mroku jarmark. Fantastyczny Jarmark sir Feisterly'ego otwierał swe podwoje ku uciesze zachwyconych tłumów jedynie dwa razy do roku i Orianna nie chciała przegapić szansy na ujrzenie jego cudów. Poczekała, aż wszyscy udadzą się do domów i umilkną hałaśliwe, roześmiane tłumy i akordeonowe melodie. Tylko szum niedalekich gazociągów pompujących parę przez chemiczną dzielnicę zakłócał spokój. W alejkach leżały śmieci, a kolorowe serpentyny i resztki po balonach mieszały się z pomiętymi kawałkami nawoskowanego papieru, w który zawijano słodkie paszteciki.

Zegarowa kula Orianny krążyła wokół niej, gdy przechodziła obok stoiska pełnego róż, które, wedle krzykliwego znaku, pachniały jak każdy z dni tygodnia. Minęła nakręcaną małpę z talerzami i wóz pełny jabłek w karmelu. Nie zwracała jednak uwagi na żadne z tych atrakcji. Oczy Orianny wbite były w szklaną gablotkę, stojącą samotnie w kącie na samym końcu jarmarku.

Nagle w blasku księżyca zamigotał metal. Światło odbijało się od mechanicznego chłopca, siedzącego za szkłem. Orianna nigdy nie widziała niczego takiego, jak on, i zbliżyła się, zaintrygowana. Ubrany był w garnitur w kolorze nocnego nieba i jedwabny kapelusz. Jego skóra, którą stanowiła powłoka z czystej porcelany, skrywała delikatne mechanizmy zegarowe, a w jego oczach błyszczały iskry ze srebrnych nici. Gdy Orianna zbliżyła się do niego, jego usta rozciągnął uśmiech.

Fieram 1

— Czy potrafisz zachować sekret? — spytał chłopiec. Jego głos przypominał Oriannie cichutkie bicie dzwonków.

— Tak — powiedziała. — Oczywiście.

— Co powiesz na wymianę? Mój sekret za twoje imię.

— Brzmi sprawiedliwie. Nazywam się Orianna.

— O-ri-aan-na — powtórzył. — Jak miękko brzmi.

Orianna mogłaby przysiąc, że jego porcelanowe policzki się zaróżowiły.

— No to chyba teraz moja kolej. Mam na imię Fieram. Moim sekretem jest to, że boję się zewnętrznego świata, chociaż chciałbym zobaczyć dalekie krainy i odległe szczyty.

— Czy to dlatego skrywasz się w gablotce? — spytała. — Bo się boisz?

— Tutaj to świat odwiedza mnie — rzekł Fieram. — Za tym szkłem jestem bezpieczny. Widzisz, jestem bardzo delikatny. Pokazał palcem drobne pęknięcie na swoim przedramieniu. — Spójrz. Starzeję się. — Usta Fierama wygięły się w krzywym uśmiechu.

Orianna zachichotała i wzruszyła ramionami. Niedawno nauczyła się tego gestu, nie była jednak pewna, czy używa go w odpowiedni sposób.

— Oho! Jeszcze nie widziałaś moich sztuczek — powiedział Fieram. Sięgnął do rękawa i szerokim gestem wyciągnął z niego bukiet stokrotek.

— Tadaaam! — zakrzyknął. — I...

Fieram uniósł rondo kapelusza i pochylił głowę. Pół tuzina mechanicznych gołębi wyleciało spod jego nakrycia głowy. Klasnął w ręce, a cała gablotka wypełniła się gęstym, czerwonym dymem. Gdy rozproszył się kilka sekund później, gołębie zniknęły.

Zachwycona Orianna przyklasnęła na ten widok. Kula zakręciła się, wyraźnie pod wrażeniem sztuczek.

— To wspaniałe! — krzyknęła. — Podoba mi się magia.

— To nie było moje najlepsze wykonanie. Trochę pochrzaniłem na końcu — przyznał, składając ręce. — Małe cuda to moja specjalność. Jak to, że odnalazłaś mnie w tym wielkim mieście! Ty, spośród wszystkich innych.

— Mrugnąłeś do mnie — powiedziała Orianna. — Dlaczego?

— Jesteśmy pokrewnymi duszami, ty i ja. Ale to już wiesz — odpowiedział Fieram. — To dlatego tu jesteś, prawda? — Zaszurał nogami. Orianna zachwyciła się subtelnością jego ruchów.

— Po prostu nigdy nie widziałam nikogo takiego jak ty — powiedziała.

— Jestem jedyny w swoim rodzaju, prawda? Tak samo, jak ty — powiedział Fieram. Wskazał na jej mechaniczną formę i mrugnął ponownie.

Orianna się uśmiechnęła. Fieram przybliżył twarz do szyby.

— Twój uśmiech jest...

— Sztuczny? — podpowiedziała. — Tak. Wciąż nie opanowałam całej mimiki twarzy.

— ... piękny — powiedział Fieram.

— Zaraz się zarumienię.

Kula Orianny, wznosząca się nad jej lewym ramieniem, szturchnęła ją lekko.

— Nie teraz — powiedziała do kuli. Podniosła mechaniczną małpkę z okolicznego stoiska i przekręciła klucz. Oczy małpki zaświeciły się na czerwono i zaczęła chodzić w kółko, uderzając talerzami przy każdym trzecim kroku. W końcu się zatrzymała.

— Nie jesteś taki jak ona, prawda, Fieram? Napędzana małpka na klucz? — zapytała. — Jesteś rozumny. Myślisz samodzielnie.

— Co prawda składam się z kół zębatych i trybików, ale mam marzenia, tak samo jak wszyscy.

— Wiem, że marzysz o opuszczeniu tego miejsca. Na pewno czujesz się samotny za tą szybą. Chodź ze mną. Możemy wyruszyć choćby teraz, razem — powiedziała Orianna.

— Iść? — Fieram wydawał się zagubiony. — Nie do końca rozumiem, co masz na myśli.

— Na pewno słyszałeś z daleka odgłosy Zaun albo opowieści o cudach  Piltover? — spytała Orianna. Fieram skinął głową.

— Lubię o zachodzie słońca przejechać się Wielkim Kołem, by złapać ostatnie złote promienie dnia — wyznała Orianna. — Z samej góry można ujrzeć port, jego bramy i nieskończone migotanie oceanu. Można wręcz poczuć zapach dalekich krain.

Kula Orianny zakręciła się w powietrzu i znowu ją szturchnęła.

— Przypuszczam, że teraz jest dobry moment — rzekła. — Fieram, czy chciałbyś zobaczyć świat? Możemy wyruszyć razem, teraz. Mogę cię chronić.

— Trudno sobie wyobrazić coś wspanialszego — powiedział.

Orianna okrążała szklaną gablotkę, szukając drzwi. Znalazła malutkie drzwiczki przy samej podstawie, zamknięte na żelazną kłódkę. Podniosła pięść i uderzyła w nią. Kłódka się otworzyła. Nagle ujrzała zbliżającego się strażnika.

— Hej! Przestań natychmiast!

Na jedno spojrzenie Orianny kula wystrzeliła w kierunku strażnika. Z impetem uderzyła w jego hełm i uniosła się w powietrze, czekając na polecenie. Orianna skinęła głową i kula wypuściła falę skwierczącej energii. Strażnik wzniósł swoją pałkę i uderzył kulę, która zakręciła się w powietrzu, by zwrócić się z powrotem w kierunku celu.

Drugi strażnik biegł w stronę Orianny. Próbowała wyciągnąć Fierama przez drzwiczki, ale jego krzesło zaklinowało się w otworze.

— Fieram! Możesz powtórzyć swoją sztuczkę?

Kula lśniła energią i krążyła nad pierwszym strażnikiem. Po jego metalowym hełmie tańczyły iskry.

— Sztuczkę? — Fieram sięgnął do rękawa i wyciągnął z niego bukiet kwiatów. Orianna uskoczyła przed strażnikiem.

— Nie, tę drugą sztuczkę!

Fieram schował bukiet z powrotem.

— Tę, którą wykonałeś na końcu — powiedziała. — Szybko!

Mechaniczny chłopiec ponownie wyciągnął bukiet z rękawa.

Orianna zawirowała w stronę strażnika. Jej metalowa spódnica rozłożyła się w krąg ostrzy. Mężczyzna wycofał się, z pałką wzniesioną nad głowę.

— Odsuń się od niego! — krzyknął strażnik. — Naruszasz naszą własność!

— Tutaj to świat odwiedza mnie — rzekł Fieram.

Uniósł swój kapelusik i wyleciało z niego stado gołębi. Strażnik zamachnął się pałką na Oriannę, która uchyliła się w tym samym momencie, w którym Fieram klasnął w dłonie. Pałka roztrzaskała szybę szklanej gabloty, z której wzniósł się kłąb szkarłatnego dymu, przysłaniając widok.

Pierwszy strażnik zdecydował się wreszcie odpowiedzieć na atak kuli i nacierał z zaciekłością, w każdy cios wkładając całą swoją siłę. Kula była jednak nieustępliwa. Wypuściła ostatnią wiązkę energii w stronę jego hełmu i strażnik padł, pozbawiony świadomości. Warkocząc z zadowolenia, kula popłynęła w stronę Orianny. Tym razem wycelowała w drugiego strażnika. Wiązka energii unieruchomiła go.

Orianna weszła do gablotki wypełnionej dymem. Podniosła mechanicznego chłopca z jego krzesła, lecz jego nogi nie chciały się wyprostować, by pozwolić mu stanąć.

— Fieram! Fieram, musimy iść.

— Iść? Nie do końca rozumiem, co masz na myśli. — Para metalowych gołębi wyleciała przez resztki stłuczonego szkła, lecz spadły na ziemię kilka metrów dalej.

— Fieram, wstań, musimy iść — powiedziała Orianna, ogarnięta nagłym strachem. — Proszę.

— Oho! Nie widziałaś jeszcze moich sztuczek — powiedział Fieram. Wyciągnął bukiet z rękawa. Orianna zignorowała jego próby uniesienia kapelusza i wyniosła go, wciąż siedzącego na krześle, ze szklanej zagrody. Na zewnątrz jej kula obezwładniła drugiego strażnika.

— To nie było moje najlepsze wykonanie. Trochę pochrzaniłem na końcu — powiedział Fieram.

— Ty nie... twoje słowa... powtarzasz je w kółko? — spytała. Jego głowa dziwnie opadła do tyłu. Podtrzymała ją.

— Moim sekretem jest to, że boję się zewnętrznego świata — powiedział.

Orianna zauważyła haft zdobiący jego marynarkę.

Fantastyczny Jarmark sir Feisterly'ego

Przyjacielski Fieram

Był niczym więcej, jak automatem, widowiskiem dla tłumów.

— Byłam pewna, że jesteś rozumny. Że myślisz. Tak, jak ja — powiedziała.

Fieram spojrzał na nią oczami błyszczącymi srebrem. — Jestem jedyny w swoim rodzaju, prawda? — Zaszurał nogami, chociaż wisiały w powietrzu. — Tak samo, jak ty.

Kula wróciła do Orianny i zafurczała łagodnie.

— Musimy iść — wyszeptała Orianna. Posadziła Fierama z powrotem na jego krześle, które ustawiła tuż przy rozbitej szklanej gablotce. — Wszystkiego dobrego.

— Małe cuda to moja specjalność — odpowiedział. — Jak to, że odnalazłaś mnie w tym wielkim mieście.

— Żegnaj, Fieram — łagodnie powiedziała Orianna. Obaj strażnicy leżeli nieprzytomni na ziemi. Kula krążyła wokół niej, gdy oddalała się powoli.

Nie obejrzała się, dopóki nie minęła bramy parku. A gdy to zrobiła, wydawało jej się, że dostrzega błysk metalu migający w oddali.

Przypisy

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.