FANDOM


Nadciąga ciemność...

Krótka Edytuj

Demoniczne wcielenie, stworzone z koszmarów nawiedzających wszystkie umysły, jest znane jako Nocturne — przedwieczna siła czystej grozy. Jego forma jest płynnym chaosem, pozbawionym twarzy cieniem z zimnymi oczami, uzbrojonym w złowieszczo wyglądające ostrza. Nocturne, po uwolnieniu się z duchowego wymiaru, grasuje dziś po świecie, by żerować na tym rodzaju strachu, który istnieje tylko w całkowitej ciemności.

Długa Edytuj

Choć wszelka magia potrafi być niebezpieczna oraz nieprzewidywalna, istnieją pewne jej formy i dziedziny, które odtrącają nawet najbardziej uzdolnieni magowie. Mają ku temu dobry powód. Przez stulecia praktykowanie „magii cienia” było zakazane na całym obszarze  Runeterry ze względu na lęk przed obudzeniem grozy, którą niegdyś sprowadziła na świat.

Największy z ówczesnych koszmarów został nawet nazwany — na imię mu Nocturne.

Pod koniec Wojen Runicznych, rozpaczliwie pragnąc przechylić szalę zwycięstwa, grupa magów bojowych próbowała za wszelką cenę znaleźć jakąkolwiek przewagę nad wrogiem. Choć imiona pierwszych, którzy odrzucili materię, by wejść do świata duchów, nie są znane, powszechnie wiadomo, że nawiedzali się nawzajem nie tylko na polu bitwy, lecz również w krainach ukształtowanych przez ich własne podświadome myśli i emocje. Nie podlegając prawom fizycznej rzeczywistości, walczyli w sposób, który bardziej przyziemne umysły ledwo były w stanie pojąć. Przywoływali nawet eterycznych skrytobójców, którzy wypełniali ich wolę. Magowie cienia byli w tej dziedzinie wyjątkowo uzdolnieni — i na jakiś czas zdominowali świat duchów, pogrążając go w półmroku.

Ciemność wkradła się w myśli wszystkich śmiertelników. Osłabiła ich morale i skaziła ich sny bezimiennymi potwornościami, które prześladowały ich w dzień i w nocy, zmuszając do popełniania jeszcze straszniejszych czynów przeciw swym pobratymcom.

Nikt nie wie, czy całe to cierpienie stworzyło Nocturne'a z nicości, czy po prostu spaczyło jednego z przywołanych skrytobójców, czyniąc go bardziej nieustępliwym i zabójczym. Powstały cienisty stwór miał nierzeczywistą formę i budził bezbrzeżny lęk. Nocturne nie wiedział, czym jest dobroć, honor czy szlachetność — był ucieleśnieniem grozy, które nie miało na sobie żadnych ograniczeń.

Ten demoniczny potwór przebywał w świecie duchowym i atakował głupich, zbłąkanych magów, którzy powołali go do życia, desperacko pragnąc zakończyć własne cierpienie. Był w agonii i odczuwany ból czynił go okrutnym, ale szybko nauczył się rozkoszować strachem śmiertelników. Czas niewiele znaczy w tamtym miejscu, ale Nocturne wydłużał każdy pościg, jak tylko mógł, rozkoszując się katuszami ofiary, przed zakończeniem jej żywota błyskawicznym atakiem. Wkrótce nikt nie odważył się zawitać do domeny Nocturne'a.

Czy Wojny Runiczne miałyby inny przebieg, gdyby nie zakulisowy udział demona? Ciężko stwierdzić to z pewnością, ale po tych wydarzeniach wszelkie materiały dotyczące magii cienia zostały ukryte, a praktykowanie jej było w wielu krainach karane śmiercią.

Uwięziony w świecie duchowym i dysponujący niewielką liczbą ofiar Nocturne zaczął odczuwać głód. Jedyną rzeczą bliską pysznemu strachowi, którego niegdyś smakował, były niczego nieświadome ludzkie umysły, dryfujące w eterze podczas snu. Przyciągnięty prądami magii do miejsca, w którym dwie krainy się rozdzielają — i w którym spokojne sny mogą z łatwością zamienić się w koszmary — Nocturne odnalazł sposób na pojawienie się w prawdziwym świecie.

Przypominając teraz cień o oczach płonących lodowatym światłem, Nocturne stał się złowieszczym odbiciem większości pierwotnych strachów mieszkańców Runeterry. Od tętniących życiem miast po odludne równiny, od potężnych władców po najbiedniejszych wieśniaków — demon jest przyciągany przez wszelkie słabości ducha, które może zmienić w śmiertelną grozę i wieczny mrok.

Drzwi Cienia Edytuj

— Opowiedz mi kolejną historię.

— Spokojnie, Abel — rzekł Celwyn, odkładając książkę z opowieściami na stolik i starannie okrywając syna kocem. — Usłyszałeś już dwie historie. Pora spać.

— Ale — wyszeptał chłopiec, nakrywając się kocem aż po oczy — co, jeśli dopadną mnie potwory?

Celwyn uśmiechnął się. Lekko zbeształ się w duchu, że postanowił czytać synowi te opowieści, zbiór starych valorańskich baśni wypełnionych odważnymi bohaterami, którzy walczyli ze złymi czarnoksiężnikami i straszliwymi potworami. Pochodziły z książki, którą ojciec Celwyna sam czytał mu, gdy był młody — choć nie tak młody jak Abel.

Ostatnia opowieść, którą przeczytał, „Cieniste drzwi”, była ulubioną opowieścią Celwyna w młodości. Młody giermek odnosił w niej zwycięstwo nad złym królem, który pragnął spowić cały świat w mroku. Celwyn z rozrzewnieniem przypomniał sobie, że historia przerażała go do szpiku kości. Być może powinien był poczekać odrobinę dłużej, zanim przeczytał ją swojemu synowi.

— To tylko historia — powiedział Celwyn, siadając na brzegu łóżka Abla. — Nawet jeśli będziesz miał zły sen, potwory z baśni cię nie skrzywdzą. To tylko wymyślona opowieść. Nie jest prawdziwa.

Nachylił się, by pocałować Abla w czoło, ale chłopiec odsunął się od niego.

— Co? — Celwyn się zaśmiał. — Jesteś za duży na buziaka?

Jego śmiech się urwał, gdy Abel zaczął zapadać się w łóżko.

Dreszcz przebiegł Celwynowi po grzbiecie, gdy jego syn zagłębiał się coraz bardziej, jakby pod materacem otworzyła się wielka dziura. Abel krzyknął, gdy koc owinął się ciasno wokół jego ciała. Materiał zaczął lśnić, stawał się śliski i mokry, zmieniając się w czerwony język.

Celwyn wyrwał się z oszołomienia, które go unieruchomiło. Chwycił syna, z całych sił starając się go wyciągnąć.

Jednakże język zacisnął się mocniej, zanurzając się coraz głębiej.

Krawędzie łóżka zaczęły pękać z głośnym trzaskiem. Postrzępione kawałki drewna uniosły się i zamieniły w ostre, żółte kły. Cała rama przemieniła się w olbrzymią, potworną paszczę, która zamierzała połknąć syna Celwyna.

— Abel! — krzyknął, powstrzymując odruch wymiotny. Strużki ciemnego dymu uleciały z jego nosa i ust i zawirowały nad łóżkiem niczym zbierająca się burza.

Paszcza otworzyła się szeroko i wydała z siebie mrożący krew w żyłach krzyk. Nie był to ryk wielkiego drapieżcy ani wycie bestii gromadzącej swych pobratymców na polowanie. Celwynowi przypominało krzyki przy porodzie… jakby właściciel paszczy był w agonii.

Tato! — wrzasnął Abel, a potem znikł.

Szczęki się zamknęły.


Celwyn poderwał się, łapczywie chwytając powietrze i przesuwając dłonią po twarzy zlanej lodowatym potem. Rozejrzał się po swoim zacienionym pokoju, ale nie dojrzał nic. W  Piltover był środek nocy, a uliczne lampy były ledwo widoczne przez zasłony w oknie.

Po chwili jego serce przestało bić jak szalone i zaczął się uspokajać. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz gnębiły go koszmary, ani też, by były tak realne jak ten.

Myśli skierował ku swojemu synowi. Powinien wstać z łóżka i zajrzeć do Abla. Zobaczyć, czy...

— Tato?

Celwyn poderwał się na dźwięk głosu. Oczy powoli przystosowały się do ciemności, wystarczająco dobrze, by ujrzeć sylwetkę syna stojącego w nogach łóżka.

— Abel? — Celwyn mrugnął. — Abel, co ty...

— Dlaczego? — zapytał chłopiec.

Celwyn zmarszczył brwi. — Czemu nie śpisz? Wszystko w porządku?

— Dlaczego miałeś ten sen, tato?

— Co? — zapytał Celwyn w pełni rozbudzony.

— Dlaczego to zrobiłeś? — ponownie zapytał Abel błagalnym tonem. Celwyn widział tylko zarys twarzy syna z powodu zasłon… ale nie pamiętał, by je zasłaniał. — Nie wiesz, że to pożywienie dla niego?

Celwyn nagle poczuł straszliwy chłód. Spojrzał nad głową syna, przyglądając się rzucanemu przez niego cieniowi.

Nie był to cień jego syna.

Abel zadrżał, a jego sylwetka wtopiła się w cień na ścianie. Obraz chłopca znikał, błyskawicznie rozpuszczając się w ciemności. Celwyn wyciągnął dłoń w jego stronę i przyglądał się, jak strużka ciemnego dymu wydobywa się z ust Abla, zupełnie jak we śnie.

Z głośnym, pobrzmiewającym sykiem cień zaczął wyrywać się ze ściany. Przerażenie sparaliżowało Celwyna, gdy stwór wydostawał się na zewnątrz. Wyglądał jak żywy cień o sylwetce przypominającej ludzką, zwężającej się poniżej tułowia niczym czubek ostrza. Potwór marszczył się i falował, jakby Celwyn spoglądał na niego pod powierzchnią mrocznej wody. Wpatrywał się w Celwyna chłodnym wzrokiem przenikającym duszę.

Niczym zwierzę szykujące się do ucieczki Celwyn poczuł zastrzyk adrenaliny. Jednakże nieważne, jak mocno próbował, nie był w stanie się poruszyć. Sparaliżowało go i mógł tylko przyglądać się czemuś, co uważał za istniejące wyłącznie w baśniach czytanych synom przez ojców.

Potworowi. Istniejącemu naprawdę.

Szczęki istoty otworzyły się lekko, ujawniając długie, zakrzywione zęby. Przemówiła do Celwyna, wypowiadając jego spanikowane myśli.

Ktoś ty? — zasyczała. — Co cię stworzyło?

Potwór przysunął się bliżej, unosząc się nad nim. Krople ciemności odpadły od ciała, rozpuszczając się niczym atrament w wodzie. Ramiona potwora wydłużyły się, a ich zakończenia zmieniły się w szerokie, płaskie ostrza, zakrzywione nad szponami.

Celwyn zbladł i nie był w stanie odwrócić wzroku od koszmarnej istoty nachylającej się nad nim.

Wyszeptała jedno słowo, zanim zatopiła ostrza w jego sercu. Była to odpowiedź na jego pytania, wypowiedziana głosem przypominającym topielca umierającego w ciemnych głębinach.

Ty.


Nadszedł świt, a wraz z nim rozbrzmiały hałasy typowe dla prosperującego miasta pełnego handlarzy. Promienie słońca skąpały metropolię, odbijając się od tysięcy szyb, w tym od okna sypialni Celwyna.

Zza drzwi dobiegł głos, któremu towarzyszyły delikatne uderzenia dziecięcą dłonią. — Tato? — Gałka u drzwi obróciła się powoli i Abel uchylił je na tyle, by móc zajrzeć do środka. — Pora wstawać!

Chłopiec wszedł do sypialni ojca, a cienie rozproszyły się, gdy otworzył drzwi szerzej. Umknęły przed porannym światłem, ale wolniej i niechętniej niż zazwyczaj.

— Tato? Gdzie jesteś? — zapytał Abel, a jego głos przepełnił strach, gdy rozglądał się po pokoju.

Nie było śladu ani po ojcu, ani po nikim innym, kto mógłby przebywać w mroku. Jednakże chłopiec nie mógł pozbyć się uczucia, że coś gnieżdżącego się w najmroczniejszym rogu pomieszczenia obserwowało go.

Abel kaszlnął, nie zauważając strużki czarnego dymu, która podążała za nim, a następnie wyszedł na korytarz, zamykając za sobą drzwi.

Stara Krótka Edytuj

Ciemność się zbliża... ogarnia mnie mrok... ale wciąż go widzę...
Demoniczne wcielenie, stworzone z koszmarów nawiedzających wszystkie umysły, jest znane jako Nocturne — przedwieczna siła czystego zła. Jego forma jest płynnym chaosem, cieniem bez twarzy z zimnymi oczami, uzbrojonym w złowieszczo wyglądające ostrza. Po uwolnieniu się z duchowego wymiaru, Nocturne zaczął grasować po świecie, by żerować na rodzaju strachu, który istnieje tylko w całkowitej ciemności.

Przypisy

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.