League of Legends Wiki
Advertisement
League of Legends Wiki

Historia[]

Niezły z Mundo doktor. Pacjenci nigdy nie wracać.Dr Mundo

Doszczętnie oszalały, tragicznie zabójczy i przerażająco fioletowy Dr Mundo jest przyczyną, dla której wielu mieszkańców Zaun nie opuszcza swoich domów w szczególnie ciemne noce. Ten samozwańczy lekarz był niegdyś pacjentem niesławnego ośrodka opieki dla obłąkanych. Po „uleczeniu” całego personelu placówki Dr Mundo założył własną przychodnię w opustoszałych salach szpitalnych, w których to na nim kiedyś przeprowadzano okrutne terapie. Zaczął w niej odtwarzać wysoce nieetyczne, samodzielnie przeżyte zabiegi. Korzystając z pełnego dostępu do leków i zerowego wykształcenia medycznego, z każdym podanym sobie zastrzykiem zmienia się w coraz okropniejsze monstrum i terroryzuje nieszczęsnych „pacjentów”, którzy przechadzają się zbyt blisko jego gabinetu.

Szaleniec z Zaun[]

Korytarzami łączącymi szpitalne sale niesławnego zauńskiego ośrodka opieki dla obłąkanych przechadza się pojedyncza, monstrualna postać. Stosowane przez nią metody są drastyczne, jej piła chirurgiczna — ostra, pacjenci zaś — przerażeni. Ten człowiek nie jest bowiem żadnym lekarzem uznanym gdziekolwiek poza zakamarkami jego własnego umysłu.

Choć jego prawdziwe imię zaginęło wśród minionego czasu oraz wspomnień, Dr Mundo był niegdyś egzekutorem jednego z najpotężniejszych chembaronów w Zaun. Jak na kogoś, kto utrzymywał się z zastraszania innych, był on wyjątkowo poczciwym człowiekiem znanym ze swojej niesfornej uprzejmości. W rozmowie zawsze szybko przechodził na zdrobnienia czy koleżeńskie przezwiska i spieszył z przyjacielskim poklepywaniem po plecach. Często pozostawał jednak błogo nieświadomy faktu, że nadepnął komuś na odcisk. Nie minęło wiele czasu, nim mocno nadepnął na odcisk swojemu szefowi.

Chembaron postanowił uczynić swego podwładnego przykładem własnej potęgi. Przekazał mężczyznę do Ośrodka Osweld — miejsca, które zasłynęło z niehumanitarnego podejścia do pacjentów i wątpliwych lekarstw. Baron z satysfakcją obserwował, jak jego egzekutor został spętany i zaciągnięty do pomieszczenia z wyścielonymi miękkim materiałem ścianami — do najściślej strzeżonej celi w całym ośrodku.

W ciągu kolejnych miesięcy egzekutor cierpiał nieopisane katusze z rąk swoich rzekomych opiekunów. Nie troszcząc się o dobrostan pacjenta, przeprowadzano na nim kolejne eksperymentalne terapie. Rażono jego nerwy, rozcinano płaty mózgowe, podawano ogromne ilości leków o nieudokumentowanym działaniu. Egzekutor zaczął się zmieniać. Z dnia na dzień jego i tak już potężna sylwetka stawała się coraz bardziej umięśniona. O wiele gorszy los czekał jednak jego umysł. Utraciwszy wszelkie wspomnienia swojego poprzedniego życia, egzekutor starał się pojąć otaczający go okrutny świat. Opuścił wzrok, by przyjrzeć się swojemu staremu kaftanowi bezpieczeństwa. Odzienie wyglądało prawie jak białe kitle noszone przez skupionych wokół niego ekspertów medycyny.

Nie będąc w stanie poprawnie rozczytać słów na własnym uniformie, egzekutor przyjął dla siebie nowe imię i nową profesję.

Ja też muszę być lekarzem. Z jakiego innego powodu miałbym się znajdować w tym przeklętym ośrodku? — tłumaczył sam sobie. A ci wszyscy ludzie tutaj... muszą być moimi pacjentami.

W końcu nadszedł dzień, w którym chembaron przybył do ośrodka, by zwolnić z niego swojego egzekutora. Ku jego zaskoczeniu nikt nie powitał go przy wejściu. Korytarze były puste i przesiąknięte grobową ciszą — z wyjątkiem nikłego, niezrozumiałego bełkotu obłąkanego pacjenta. Dźwięk dochodził z sali na końcu korytarza.

Baron wkroczył do pomieszczenia. Zastał go tam przerażający widok: podłoga usłana była niezliczonymi, rozczłonkowanymi ciałami pracowników i pacjentów okaleczonych w stopniu uniemożliwiającym ich rozpoznanie. Nad nimi stało mocarne, fioletowe monstrum. Stwór bredził niezrozumiale, a z boku jego rozwartej paszczy zwisał ogromny, niebieski język. Jego mięśnie były groteskowo uwypuklone przez zbyt małe ubrania, a pięść zaciskała się wokół uchwytu piły chirurgicznej. Baron zbladł, gdy jego wzrok trafił na oblicze potwora i rozpoznał w nim swojego dawnego egzekutora.

Egzekutor natomiast, nie pamiętając już byłego pracodawcy, widział w baronie kolejnego pacjenta, który rozpaczliwie potrzebował leczenia. Fioletowe monstrum ruszyło ociężale w stronę chembarona, niecierpliwie wymachując piłą. Baron dobył swojego chemtechowego pistoletu i wystrzelił. Pocisk przedarł się przez wznoszącą się przed baronem masę. Potwór zachwiał się...

Jednak zaledwie przez chwilę.

Powstały w ciele stworzenia otwór szybko zasklepiły zwały mięśni, które błyskawicznie narosły nad raną. Potwór zatrzymał się na chwilę, spoglądając na barona z zaskoczeniem.

— Ty chory — wykrztusił z siebie. — Pomóc trzeba!

Naśladując praktyki, które poprzedni lekarze z ośrodka przeprowadzali na jego oczach niezliczoną liczbę razy, egzekutor rzucił mężczyznę na znajdujące się nieopodal nosze, unieruchomił jego ręce pasami i zaczął przygotowywać potrzebny do operacji sprzęt. Krew odpłynęła z twarzy chembarona, gdy zdał sobie sprawę z ponurego losu, który go czekał.

Operacja — tak jak wiele poprzednich i przyszłych zabiegów — nie zakończyła się sukcesem. Rozkwitający lekarz dorzucił pozostałości swojego ostatniego pacjenta do piętrzącego się na podłodze stosu. Choć smuciło go wielce, że nie był w stanie mu pomóc, to wiedział, że zrobił wszystko, co w jego mocy. Poza tym będzie miał jeszcze inne okazje. W Zaun było mnóstwo chorych, którzy czekali na terapię. Uśmiech powrócił na twarz egzekutora. Stwór opuścił szpital i wyruszył na ulice, by odszukać kolejnych pacjentów.

Nigdy Nie Szkodzić[]

— Minąć trochę czasu — pomyślał Mundo, dotykając swojego olbrzymiego, fioletowego języka, który zwisał z jego paszczy niczym skazaniec z szubienicy — od kiedy Mundo złożyć wizytę domową.

Wstał z łóżka (dużego, drewnianego pudła wypełnionego nożami i gwoździami), umył zęby (za pomocą pilnika) i zjadł śniadanie (kota). Mundo był pełen energii. Czuł, że żyje.

Dziś był wspaniały dzień na praktykowanie sztuki lekarskiej.

Pierwszego pacjenta zobaczył, kiedy ten handlował shimmerkulkami przed Warsztatem Kończyn Rankera. Chodził w kółko, krzycząc do pobliskich przechodniów, jak to shimmerkulki mogą sprawić, że wywrócą oczami, i jeżeli nie kupią ich natychmiast, dokładnie w tej chwili, to są skończonymi idiotami, a poza tym — czy ty właśnie nie spojrzałeś na niego z pogardą? Bo on może zabić ciebie, twoją rodzinę i rodzinę twojej rodziny.

Mundo wyjął swój notatnik, którego używał do zapisywania informacji o swoich pacjentach, zarówno byłych jak i obecnych. Notatnik był duży, żółty i istniał w jego głowie.

— Pacjent wykazuje oznaki szaleństwa — napisałby Mundo, gdyby nie bazgrał tłustym paluchem w powietrzu. — Możliwe zarażenie układu nerwowego śródczaszkowym wirusem — mógłby napisać, gdyby był zdolny do takich rozbudowanych myśli.

— MUNDO DOBRZE WYLECZYĆ GŁOWĘ I RYŁO — powiedział do siebie.


Rank miał właśnie zamiar spakować shimmerkulki i udać się do domu na spoczynek. Potrzebował nowych butów. Te, które nosił, obcierały mu stopy podczas chodzenia, a czy po ciężkim dniu pracy nie zasłużył na miękkie, skórzane buty?

Gdy Rank nad tym myślał, wielki, fioletowy potwór wyskoczył na niego z cienia, krzycząc: — MUNDO MIEĆ WYNIKI TWOICH BADAŃ KRWI.


Mundo zostawił swojego pacjenta mniej więcej w tym samym stanie, w jakim go zastał (z wyjątkiem kilku kończyn) i udał się do Commercia Fantastica, targowiska, na którym można dostać głównie mechaniczne zabawki. Większość sklepów była zamknięta, ale Mundo zobaczył idącego ulicą samotnego Zaunitę, zataczającego się w tę i z powrotem. Zaunita śpiewał piosenkę o piękności z Piltover oraz o nieśmiałym chłopaku z podziemnego miasta, który ją kochał, tylko że zapomniał większości słów za wyjątkiem „wielkie oczy” i „on jej to dał”. W ręce trzymał pustą butelkę i wyglądał, jakby nie kąpał się od miesięcy.

Czy ten mężczyzna był chory na tę samą chorobę, co handlarz shimmerkulkami? Czy to był wirus? Groził wybuch epidemii? Mundo musiał działać szybko.

Mężczyzna zdecydowanie potrzebował pomocy medycznej.


— TY WZIĄĆ DWA I POROZMAWIAĆ Z MUNDO RANO — powiedział fioletowy potwór, ciskając tasakiem w plecy pijaka.


Mundo zszedł do slumsów Zaun. Jeżeli po mieście szalał wirus, istniała duża szansa, że wywodzi się stąd. Gdzieś tu musiał przebywać pacjent zero. Gdyby tylko udało mu się uzdrowić pierwszego chorego, Mundo był pewien, że będzie w stanie wyleczyć resztę Zaun.

Jednak jak Mundo miał odnaleźć tego jednego pacjenta w slumsach? Jakie kroki powinien podjąć, aby odizolować, poddać kwarantannie i wyleczyć najbardziej cierpiących Zaunitów? Jak miał... Mundo coś usłyszał. Kroki i rytmiczne uderzanie metalu o metal.

Podążał za hałasem najostrożniej i najciszej jak mógł — nie chciał przestraszyć pacjenta, żeby nie uciekł i nie zaraził jeszcze większej liczby ludzi — i znalazł dokładnie to, czego szukał. Młodego chłopca. Nie miał więcej niż piętnaście lat. Miał białe włosy i w ręku trzymał metalowy przedmiot przypominający miecz. Na twarzy miał wytatuowane coś przypominające klepsydrę. Może to było ostrzeżenie? Symbol oznaczający, że nie należy się do niego zbliżać pod żadnym pozorem? Mundo wiedział, że go odnalazł. Pacjent zero.

To byłaby skomplikowana operacja, wymagająca umiejętności, planowania, olbrzymiej uwagi i...


— TY MÓC POCZUĆ LEKKIE UKŁUCIE — powiedział potwór, rzucając się na pacjenta zero. Jego olbrzymia postać leciała w powietrzu z tasakiem w dłoni i jęzorem powiewającym na wietrze.

Chłopak był zaskoczony, ale nie był nieprzygotowany. Każdy mieszkający w slumsach wiedział, że trzeba być zawsze gotowym na kłopoty, a chłopak miał dużo czasu na przygotowanie się.

Można powiedzieć, że dysponował nieskończonym czasem.


Nie było wątpliwości: to będzie bardzo problematyczny pacjent.

Nie odpowiedział na żadne z pytań Mundo dotyczących historii medycznej i ciągle wymigiwał się przed przyjęciem lekarstwa. Bez przerwy się powtarzał (być może cierpiał na amnezję?) i w żaden sposób nie szanował autorytetu Dr. Mundo.

Dwójka szamotała się w związku z chorobą chłopaka przez tyle czasu, że wydawało się, że minęły godziny. Mundo wydawało się, że przedstawił rozsądne argumenty co do leczenia, ale chłopak ciągle unikał prób udzielenia pomocy przez doktora.

Mundo w końcu miał dość kłótni z chłopakiem. Postanowił podjąć ostateczną próbę leczenia, posługując się skalpelem ze sprawnością godną demaciańskiego fechmistrza. Słowa jego przysięgi lekarskiej — MUNDO NAPRAWIĆ WSZYSTKO, MUNDO LECZYĆ NA MAKSA — raz za razem rozbrzmiewały w jego głowie. Pragnienie wyleczenia chłopaka przepełniło go determinacją.

Machnął z całej siły.

Leczenie zakończyło się sukcesem.

Jednakże w jakiś sposób, efekt leczenia został cofnięty. Całe dobro, jakie Mundo osiągnął podczas ostatniej próby uzdrowienia, zniknęło. Ku zaskoczeniu Mundo, chłopak uciekł, całkowicie niewyleczony.

Mundo aż ryknął z poirytowania.

— DLACZEGO MUNDO NIE MÓC URATOWAĆ WSZYSTKICH? — zawołał ku niebu.

Nie każda operacja kończy się sukcesem. Mundo musiał to przyznać, jednakże postanowił skupić się na pozytywach. Poza ostatnim pacjentem pomógł wielu ludziom. Pracował przez cały dzień i nadeszła pora na odpoczynek.

Gdy słońce wzeszło, Mundo udał się do domu i położył do łóżka. Kto wiedział, co przyniesie jutro? Kolejnego pacjenta do uzdrowienia. Kolejną epidemię do powstrzymania.

Praca doktora nigdy się nie kończyła.

Medyczynowy dźennik Mundo[]

Część tekstu została przeformułowana dla czytelności i poprawy gramatyki przez Johna O'Bryana.


Dzjeń 283

Drogi pamiętaczku: Dziś pacjentuw nima. Ale wporzondku. Wszyskie biznesy majo, że czasami nic nie majo. Rozumim pszecie. To nawet dobże, nobo znaczy, że ludzie w Zaun som zdrowe! Zawrze muwię: brak pasjentów to dla lódzi dobro widmości.


Dźeń 301

Dalej nima pacjenentóf. Ale dzisi poszłem nazewewnontrz i kszykłem w lódzi KOMU DOKTURA? Pociekli szyscy. Szypko biegali, wienc nie są pohorowani. Wporzontku. A dobsze nawet! Ja bendę czekać dalij. Czekać, asz oni pochorowujom. Ooo, a dobra żecz sie jeszsze stała — nalaznem piengiarkę do zatrunienia! Ona miejszkać w uliczkie za szpitlem. Mundo sje cieszyć, rze ma pomoc!!


Dźeni 30-czysta-coś

Aaaa! Nima pacjetentuw! Dzie szyskie poszły? Niejes pżecież możliwo, żeby takie zdorowe szyskie. Mundo wydawać, że uniki robio pszed droktorem! Mosze pujś ja poszukać? Mundo nara tunek!


Dziń 304

Jes pacjenent! Najpierwejższy od dawna. Elegancacki jest! Granitur noś i okuralary ma. Pszyjszł i muwi, rze on hce tento szpital zmieńć w fa-be-ry-ke-hem-te-ho-wo. To ja muwiem, że co on beredzi. I dać jego do stary pokuj Mundo. Ten taki s poduszykami. Tam na kszyczeńe jes dobre miejsse. Narazie on tam szęśliwy.


Dzjeń 305

Niedobry wieść. Stan pacjententa siem poggroszszył. On myślić sze pracowuje dla barona chemu. Nie hce jeś i ciongły ma kszyk. Wyszkuje: „Porzałujerz, dokutorze Mundo!” Mundo mu powidział, rze straszno mi pszykro, nobo on szalony jest, ale że Mundo jemu pomorze. Toroche to potrwa.


Dzień 306

Ja dzisij robić na pacjente wspaniało trapie! Zgadniesz jako? Elektyryczno! Ja jemu zrobić jom w musk kabelkami. Kszyczał on, nobo taki dźwienk lódzie robio, jak sie ich leczy. Powrut do zdrowości czasem boleć. Mundo szszęśliwy, że postempy so!


Dźń 30-czyrysta-&

Jeju jak ten pasjetent rzeszczy! Coziennie kszczy WYPUŚ MIĘ WYPUŚ MIĘ ale so ja mam robić? Wypuśsić jego na ulice? Pszecie on szalony i njebezepieczny! Wiencej elekrytyszności i morze operowacja? Njewim jusz. Życz mnie pamiętaczku szczemścia!


Dzjeń %5#

Mundo wykończyłem wyszyskie morze liwości. Lekterycznoś niedziałać jurz wogle. Pasjent dalej szalony jak naprutynie toperz. Dźś ja poszłem nazewenącz na spacer, rzeby myśli zebrać. Mundo nalazł piegnieniarkę i zapytał opinie jej. Ja powjedział, że lektryczność niedziała jusz na pacjenta. Ona poopowiedziała ja musić operować. Potem ona nafuczyła ipo biegła pszez ogrodzyńe. Ale to mamy medycznego konsynsusussa. Jótro ja oprować! Pujdzie szysko dobsze!


Dziń 2,22,0172

Myślem, że pacjientowowi lepszo jest! Pszyprowadziłem to co my doktorowie nazywamy lobotmija mósgu. (To wtedy jak ciaha sie musg) Pacjent jurz niekszyczy wincyj! Chura dla nałuki! Teras musimy jego dojść do siebie. Bemdzie to długo i wymagajojąco. Ale pownien sie wylizać!


DZIEŃ 0.19

Pacjint sie niewylizać. Rzynajmnij mi tak wydawać. tydzjeń jusz cały sje on wogle nierusza. Jak sie dźiś nieruszy toja musić go dać w siemieci. Tylko tego niecierpić Mundo wpracy!! Dla czego niemorzna wszyskich ich uratowywać? Nałuka musi jeszcze daleko zaiść! Ale naszczemśsie pancjent teraz niecierpieć jusz.


DZIENI ^*∞∞∞

Ja znuf dźiś widział piegęniarke. Ona była wyjadać zsiemieci. Wyjadać była remke starego pacjetenta! Mundo jej powiezieć, rze nieprofesjonowo to jes! Muwić ja, niemorze tak być i muśimy rozostać ale napisadź ja oniej dobro rekomędedacje. A ona znuw nafuczyć i biec na ogrodzyńie! Dla czego tak terudno o dobry pomoc? Ja prowazić szanowowny osierodek. Ja dbać o pacjentuw. Wmaganie samegotego od pracuwnikóf to aż tak jest durzo? No hyba nie, Mundo myślić. Kjedyś ja naleść pięgleniarkem, co sie troszszyć jak Mundo. Kjedyś.


Stara[]

Strzeż się Szaleńca z Zaun. W jego oczach, jesteś już martwy.

Ponoć od urodzenia Dr Mundo nie posiadał sumienia. Zamiast tego, odczuwał nieodpartą pokusę zadawania bólu w przeróżnych eksperymentach. Zanim Dr Mundo skończył 5 lat, z sąsiedztwa, w którym mieszkał w Zaun, zaginęła większość zwierząt. Gdy był już nastolatkiem, w tajemniczych okolicznościach zginęli jego rodzice. Przed otrzymaniem dyplomu medycznego został oskarżony przez władze Zaun o trzydzieści osiem niezależnych morderstw. Dochodzenie wstrzymano z powodu braku dowodów.

Dr Mundo był zarazem seryjnym zabójcą oraz szalonym naukowcem, choć nikt nie jest do końca przekonany, czy jego rzeźnicze eksperymenty kwalifikują się jako nauka. Mimo kontrowersyjnej praktyki, Dr Mundo dokonał wielkiego postępu, wyznaczając receptory bólu w ludzkim ciele i mózgu oraz sposób na ich zablokowanie w ekstremalnych sytuacjach. Za pomocą chemii odkrył także niezbadane wcześniej regiony mózgu oraz nauczył się podnosić poziom agresji i adrenaliny, a także uśpić sumienie i instynkt przetrwania. Krótko rzecz ujmując, całokształt pracy Dr Mundo złożył się na utworzenie idealnego, naukowo-ulepszonego zabójcy. Osiągnięcie to zostało zauważone przez Noxus. Imperium imponowała jego ambicja, dlatego zaoferowało mu miejsce w swoich szeregach, tym samym rozpoczynając współpracę z Zaun.

Po dziś dzień kontynuuje pracę nad swoimi eksperymentami, czasem testując swoje wynalazki na sobie, co zresztą widać po jego mało zgrabnej budowie oraz... wyjątkowym sposobie mówienia. Krążą pogłoski, że Wysoka Rada Noxus dała mu wolną rękę i pozwala na to, by wolny czas poświęcał swoim badaniom.

Najstarsza[]

Ponoć od urodzenia Dr Mundo nie posiadał sumienia. Zamiast tego odczuwał nieodpartą pokusę zadawania bólu w przeróżnych eksperymentach. Zanim Dr Mundo skończył 5 lat, z sąsiedztwa, w którym mieszkał w Zaun, zaginęła większość zwierząt. Gdy był już nastolatkiem, w tajemniczych okolicznościach zginęli jego rodzice. Przed otrzymaniem dyplomu medycznego został oskarżony przez władze Zaun o trzydzieści osiem niezależnych morderstw. Dochodzenie wstrzymano z powodu braku dowodów.

Dr Mundo był zarazem seryjnym zabójcą oraz szalonym naukowcem, choć nikt nie jest do końca przekonany, czy jego rzeźnicze eksperymenty kwalifikują się jako nauka. Mimo kontrowersyjnej praktyki, Dr Mundo dokonał wielkiego postępu, wyznaczając receptory bólu w ludzkim ciele i mózgu oraz sposób na ich zablokowanie w ekstremalnych sytuacjach. Za pomocą chemii odkrył także niezbadane wcześniej regiony mózgu oraz nauczył się podnosić poziom agresji i adrenaliny, a także uśpić sumienie i instynkt przetrwania. Krótko rzecz ujmując, całokształt pracy Dr Mundo złożył się na stworzenie idealnego, naukowo ulepszonego zabójcy. Niestety, miasto-państwo Noxus traktuje takie zachowanie jako przejaw ambicji i nowatorstwa, a nie kompletnego braku humanitaryzmu. Pierwotnie Dr Mundo walczył po stronie Zaun, lecz został zaciągnięty do League of Legends, by walczyć w obronie Noxus. Fakt, iż Szaleniec reprezentuje zarówno Zaun, jak i Noxus jest oznaką zacieśniającej się między nimi więzi. Po dziś dzień kontynuuje pracę nad swoimi eksperymentami, czasem testując swoje wynalazki na sobie, co zresztą widać po jego mało zgrabnej budowie oraz... wyjątkowym sposobie mówienia. Krążą pogłoski, że Wysoka Rada Noxus dała mu wolną rękę i pozwala na to, by wolny czas poświęcał swoim badaniom.

Strzeż się Szaleńca z Zaun. W jego oczach, jesteś już martwy.

Przypisy

Advertisement