League of Legends Wiki
Advertisement
League of Legends Wiki

Historia[]

Jestem światłem, które krąży w duszy księżyca.Diana

Uzbrojona w zakrzywione księżycowe ostrze i odziana w lśniącą zbroję w kolorze nocnego śniegu, Diana jest żywym ucieleśnieniem mocy srebrnego księżyca. Przepełniona esencją Aspektu spoza szczytu Targonu, Diana nie jest już w pełni człowiekiem i stara się pojąć swoją moc oraz cel egzystencji na tym świecie.

Pogarda Księżyca[]

Diana nie była do końca u siebie na Górze Targon. Grupa myśliwych Solari znalazła ją opatuloną pomiędzy zamarzniętymi rodzicami — obcymi w tych stronach, którzy najwyraźniej przebyli długą drogę. Myśliwi zabrali ją do swojej świątyni, wyświęcili ją i wychowali jako członkinię Plemienia Ostatniego Słońca, znanego też jako Rakkorowie.

Jak każdy wyznawca Solari, odebrała wymagające nauki fizyczne i religijne. W przeciwieństwie do innych Diana była zdeterminowana, by zrozumieć, dlaczego Solari postępują tak, a nie inaczej, i skąd biorą się ich przekonania. Spędzała całe popołudnia w bibliotekach, pochłaniając kolejne teksty przy bladym świetle księżyca. Paradoksalnie, poszukiwania przyniosły więcej pytań niż odpowiedzi, a filozoficzne odpowiedzi nauczycieli nie zaspokajały jej żądnego wiedzy umysłu.

Kiedy Diana zauważyła, że z niektórych tomów wyrwano całe rozdziały i zniknęły z nich wszystkie odniesienia do księżyca, nauczyciele zaczęli surowo ją karać, licząc, że wymuszą na niej pobożność. Inni akolici zaczęli dystansować się od niej i jej dociekliwości.

Całe lata zwątpienia i izolacji ułatwiała tylko jedna osoba: Leona. Często wchodziła w zaciekłe dyskusje ze swoją najbardziej gorliwą rówieśniczką. Chociaż żadna nie zdołała nigdy przekonać drugiej w ich długich i częstych rozmowach, stały się sobie bardzo bliskie.

A potem, pewnej wspaniałej nocy, Diana odkryła głęboko we wnętrzu góry ukrytą niszę. Blask księżyca rozlewał się po jej ścianach, ukazując obraz słońca, żołnierzy w złotych zbrojach, którym towarzyszyli wojownicy odziani w srebro i bliźniaczy obraz księżyca, a to wszystko na najwyższym szczycie Targonu. Rozpromieniona Diana pobiegła podzielić się z Leoną jasnym przekazem — słońce i księżyc nie są wrogami!

Leona jednak nie zareagowała radością.

Pouczyła Dianę, że powinna porzucić tę herezję i ostrzegła ją przed karami, które grożą za szerzenie takich przekonań. Diana nigdy nie widziała swojej z natury poważnej przyjaciółki tak surowej.

Frustracja zjadała ją od środka. Dotarła do kresu wiedzy Solari, ale nawet Leona nie chciała słyszeć o jej nowym odkryciu. Co ukrywali Solari? Diana nabierała przekonania, że jest tylko jedno miejsce, w którym może szukać odpowiedzi — szczyt Góry Targon.

Wspinaczka przetestowała granice jej możliwości, a czas wydawał się stać w miejscu, kiedy zbliżała się do szczytu. Przy życiu trzymały ją myśli o jej jedynej towarzyszce i odpowiedziach, które pomogą Solari, uczynią ich pełniejszymi.

Szczyt przywitał ją najjaśniejszym, najpiękniejszym księżycem, jaki kiedykolwiek widziała. Chwila zachwytu minęła, gdy uderzył w nią strumień księżycowego światła i poczuła obezwładniającą obecność, która ukazała jej przebłyski z przeszłości i innej wiary Rakkorów, zwanej Lunari. Diana zorientowała się, że obecność musi być jednym z legendarnych Aspektów... A ona została wybrana jako jego nośnik.

Kiedy światło się rozproszyło, jej umysł znowu należał do niej. Diana zorientowała się, że jest odziana w zbroję i trzyma ostrze w kształcie półksiężyca, a jej ciemne niegdyś włosy błyszczą srebrem. Obróciła się i zobaczyła, że nie jest sama. Leona stała u jej boku, odziana w złotą zbroję, jasną jak słońce tarczę i miecz.

Dianę wypełniła radość z dzielenia tej cudownej chwili z przyjaciółką, ale Leona pragnęła jedynie wrócić do Solari. Diana błagała ją, żeby tego nie robiła, desperacko pragnąc, by razem stawiły czoła temu, co ma nadejść. Leona jednak odmówiła, a ich niezgoda szybko przerodziła się w zażartą bitwę, skąpaną w świetle księżyca i ognistym słońcu.

W obawie przed zatraceniem się w mocy Aspektu Diana w końcu uciekła ze szczytu. Poszukiwania pozwoliły jej jednak dowieść swojej racji i była bardziej przekonana niż kiedykolwiek, że słusznie kwestionowała nauki Solari. Nadszedł czas na konfrontację i ukazanie błędów w ich postrzeganiu spraw.

Diana minęła w pędzie Ra'Horaków, strażników wysokich kapłanów, i wpadła do ich komnat. Słuchali z rosnącym przerażeniem jej opowieści o tym, czego nauczyła się o Lunari... Po czym oskarżyli ją o herezję, świętokradztwo i sympatyzowanie z fałszywymi bogami. Dianę wypełnił gniew, wzmocniony przez drzemiący w niej Aspekt, a kiedy się z nim pogodziła, wystrzelił z niej potężny strumień księżycowego światła. Uciekła ze świątyni w pośpiechu, zostawiając za sobą szlak śmierci.

Trzyma się teraz mglistych wspomnień wizji i przebłysków starożytnej wiedzy, ale co do jednego ma pewność: Lunari i Solari nie muszą być wrogami, a jej przeznaczeniem są rzeczy większe niż kapłaństwo Solari na Górze Targon.

Mimo że nadal nie wie, dokąd dokładnie zaprowadzi ją ta droga, Diana zamierza kroczyć nią do końca.

Zadanie Nocy[]

Noc od zawsze była ulubioną porą Diany. Gdy była na tyle duża, aby opuścić mury świątyni Solari, obserwowała, jak księżyc wędruje po pełnym gwiazd niebie. Spojrzała w górę przez gęste korony drzew. Jej fioletowe oczy poszukiwały srebrzystego księżyca, ale widziała tylko jego blask przez grubą warstwę chmur oraz gałęzi.

Drzewa zdawały się zbliżać, a ich gałęzie, niczym powykręcane ręce, sięgały ku niebu. Diana nie widziała już ścieżki, drogę zasłaniały jej bujne chaszcze. Ciernie ocierały się o jej pancerz. Diana zamknęła oczy, gdy poczuła, że w głębi jej umysłu odżywa wspomnienie.

Wspomnienie, które nie należało do niej. Było to coś innego, coś powstałego ze strzępków wspomnień niebiańskiej energii, która przepełniała jej ciało. Gdy otworzyła oczy, ujrzała lśniący wizerunek lasu, który nakładał się na otaczające ją drzewa. Widziała te same drzewa, ale z innego okresu, gdy były jeszcze młode, a ścieżka pomiędzy nimi była oświetlona plamami światła.

Wychowana w surowym środowisku Góry Targon Diana nie znała takiego lasu. Wiedziała, że to, co widzi, to tylko wizja z przeszłości, ale zapachy roślin były tak prawdziwe, jak wszystko, czego doświadczała.

- Dziękuję – wyszeptała, podążając widmowym zarysem ścieżki.

Diana szła między olbrzymimi i uschniętymi drzewami, które dawno powinny być martwe. Wspinała się po kamienistych zboczach i kroczyła między skupiskami sosen i jodeł. Ścieżka wiodła przez górskie strumienie i zawijała się po zboczach, aż doprowadziła dziewczynę do kamiennego płaskowyżu, który górował nad jeziorem.

Na środku płaskowyżu znajdował się krąg wysokich kamieni. Na każdym z nich wyrzeźbiono zawiłe spirale i zakrzywione symbole. Diana zauważyła także na każdym z nich runę, która lśniła na jej czole, i wiedziała, że dotarła we właściwe miejsce. Czuła na skórze gorączkowe mrowienie, które do tej pory wiązała tylko z mroczną i niebezpieczną magią. Ostrożnie zbliżyła się do kręgu, wypatrując zagrożeń. Nic nie zauważyła, ale wiedziała, że coś czai się w pobliżu. Coś niezwykle groźnego, ale także w pewien sposób znanego.

Diana wkroczyła do centrum kręgu i dobyła miecz. Jego ostrze zalśniło niczym diament w blasku księżyca, który przebijał się przez chmury. Uklęknęła z pochyloną głową, opierając czubek ostrza na ziemi.

Wyczuła je, zanim je ujrzała.

Nagły spadek ciśnienia. Zmiana w powietrzu.

Diana stanęła na nogi, gdy przestrzenie między kamieniami się rozstąpiły. Trzy ryczące bestie rzuciły się na nią z niesamowitą prędkością: ich ciała były białe, chronione pancerzem i wyposażone w szpony.

Terrory.

Diana zanurkowała pod szczęką pełną kłów, tnąc mieczem w górę i wgniatając czaszkę pierwszego potwora. Stwór upadł, a jego ciało natychmiast zaczęło się rozkładać. Przetoczyła się, stając na nogi, a pozostałe bestie zatoczyły krąg, zważając na jej lśniące ostrze. Zabity przez nią potwór przypominał teraz kałużę smoły.

Zaatakowały ją ponownie, każdy z innej strony. Ich ciała zmieniały kolor na fioletowy, ze względu na szkodliwą dla nich atmosferę tego świata. Diana skoczyła nad bestią atakującą z lewej strony i cięła, celując w jej kark. Wykrzyknęła jedno ze świętych słów Lunari i rozżarzone światło wystrzeliło z ostrza.

Potwór został rozerwany od środka, a kawałki jego ciała były dezintegrowane przez moc księżycowego ostrza. Diana wylądowała i uskoczyła w bok przed atakiem ostatniej bestii. Jednak zbyt wolno. Ostre szpony wbiły się w jej naramienniki i zaczęły ją ciągnąć. Klatka piersiowa potwora otworzyła się, ujawniając masę organów wewnętrznych oraz zakrzywionych zębów. Wbiły się w jej ramię i Diana krzyknęła z bólu, gdy paraliżujące zimno rozlało się z rany. Zakręciła mieczem, chwytając go niczym sztylet i wbiła w ciało bestii. Ryknęła z bólu, zwalniając chwyt. Parująca czarna ciecz wylała się z jej ciała. Diana wycofała się, wytrzymując ból, który krążył w jej ciele. Skierowała ostrze na bok w momencie, w którym chmury zaczęły się przerzedzać.

Bestia posmakowała jej krwi i zasyczała dzikim pragnieniem. Jej opancerzona postać była teraz czarna i purpurowa. Zaostrzone ramiona przemieniły się w gąszcz haków i szponów. Ciało przelało się niczym wosk, aby zatamować ranę stworzoną przez ostrze.

Esencja wewnątrz Diany wezbrała. Przepełniła jej myśli niesamowitą nienawiścią z odległej epoki. Widziała starożytne bitwy tak straszliwe, że pochłaniały całe światy. Były elementem wojny, która mogła i wciąż może, zniszczyć ten świat.

Stwór rzucił się na Dianę, a jego ciało przepełniała potęga z innego wymiaru.

Chmury się rozstąpiły i promień lśniącego srebra spłynął na dół. Miecz Diany nasycił się blaskiem odległych księżyców i jego ostrze zapłonęło. Machnęła nim niczym kat ścinający głowę, rozdzierając kości i ciało mocą nocy.

Bestia eksplodowała w blasku światła, jej ciało zostało zmasakrowane przez cios. Resztki ciała rozpuściły się, pozostawiając Dianę samą na płaskowyżu. Jej klatka piersiowa podnosiła się i opadała z wyczerpania, gdy moc, z którą połączyła się na szczycie góry, wycofała się w najgłębsze zakamarki jej ciała.

Kilkakrotnie mrugnęła, aby pozbyć się sprzed oczu widoku miasta, które było pełne życia, a teraz przepełniała je pustka. Wypełnił ją smutek, mimo że zupełnie nie znała tego miejsca. Jednak gdy je opłakiwała, wspomnienie zniknęło i znów była Dianą.

Stworzenia zniknęły, a kamienie kręgu lśniły srebrną poświatą. Po uwolnieniu od nienawistnego dotyku z innego wymiaru, ich lecząca moc zaczęła wnikać w ziemię. Diana poczuła jak rozprzestrzenia się po terenie, niesiona przez kamienie i korzenie aż do samego wnętrza ziemi.

- Zadanie tej nocy zostało wykonane – powiedziała. – Droga jest zapieczętowana.

Zwróciła się w kierunku, w którym odbicie księżyca lśniło na wodach jeziora. Wzywało ją, a jego nieodparte przyciąganie zagnieździło się głęboko w jej duszy.

- Jednakże czekają jeszcze zadania innych nocy – rzekła Diana.

Wzejdź ze mną[]

Diana Leona Rise with Me 01.jpg

Wysłuchajcie! Na Największej Górze

ulubieńcy Słońca wznoszą hymn,

pieśń o miłości i oddaniu,

o bitwie i chwale.


Złote Słońce o Świetle nieskończonym

oblewa nasze twarze ciepłem

i pali naszych wrogów,

obracając ich w święty popiół.


Lecz nawet Słońce musi kiedyś spać.

Wtedy zostajemy sami,

w chłodzie, nadzy i samotni,

na pastwę skrytych w Mroku.


Gdy zasypia, opłakujemy Je,

wiedząc, że nie chce nas opuszczać.

Ostatnie mgnienie Promieni,

niknący pocałunek na dobranoc.


Gdy nastaje noc, tęsknimy tkliwie,

Ciemność długa jest i gorzka,

prosimy, by zostało dłużej

i tańczyło z nami do swej melodii.


Dłuższy pocałunek zmierzchu,

grzmiący ogień topiący śniegi,

Słońce pozostaje czujne całą noc,

szepcze swe sekrety aż do świtu.


Walczymy dla Niego z ciszą Ciemności,

dla miłości, jaką nas obdarza,

wpatrujemy się w Jego chwałę

i ukazujemy Mu własną.


Hymn Świtu

Tablica Szesnasta, wersy 33-60

Pismo z Urzędu Płomiennej Kapłanki Thalai
40 do nadiru

Do wszystkich wiernych uczniów przebywających w Świątyni Triumfu Zorzy.

Wędrówka Słońca z każdym dniem oddala Je od nas, na górę znów zstępuje zima. Choć dni stają się coraz krótsze, strach się nas nie ima — zamiast tego szykujemy się do Festiwalu Bezkresnego Wieczoru, który odbędzie się za jedyne czterdzieści wschodów.

Akolici zapewne dostrzegą, że podczas tego festiwalu do rozniecenia pierwszej Pochodni Słonecznej Iskry świątynia użyje innej niż dotychczas świętej latarni. Wyrażamy wdzięczność Kowalowi Słońca Iasurowi za stworzenie świętego artefaktu, który przyćmi swojego poprzednika. Potępiamy jednak działania złoczyńcy — niech go mrok pochłonie — który zniszczył świątynną latarnię podczas ostatniego solstycjum. Prosimy o wszelkie informacje dotyczące tego występku.

Wymagamy, by osoby w wieku pozwalającym otrzymać pierwszą tarczę były obecne podczas Bezkresnego Wieczoru oraz by tańcem i pieśnią pokazały Słońcu, iż są godne dostąpić tego zaszczytu. Święto to można uczcić jako para, jeśli ktoś woli doświadczyć chwalebnego Świtu u boku innego akolity.

Tylko nasza wiara trzyma Ciemność w ryzach.

List od Wtajemniczonej Kapłanki Elcinae do akolitki niegdyś pozostającej pod jej opieką
38 do nadiru

Błogosławiona Słońcem Diano,

Twoja instruktorka Zaprzysiężona Słońcu Kapłanka Nemyah zwróciła mi uwagę na pewien niepokojący fakt, bym wpłynęła na Twoje przyszłe działania.

Zdaje się, iż zaczynasz podważać zasadność naszych nauk. Warto jest szlifować swoje pojmowanie drogą pytań, lecz to niedopuszczalne, by sugerować, że instruktorki są nieobeznane w świętych pismach. Musisz uznać wyższość tych, którzy zgłębiali nauki dłużej i ciężej, tych, którzy chcą obdarzyć Cię wiedzą i wiarą... nawet jeśli nie zgadzasz się z ich wnioskami.

Wiem, że pojmujesz, iż instruktorki są jedynie śmiertelniczkami, jako i ty, i ja, i żadna z nas nie jest w stanie objąć rozumem Jego chwały. To jednak nie jest coś, co powinnaś kiedykolwiek wyrażać głośno w progach świątyni, a przynajmniej nie przed złożeniem własnych ślubów wtajemniczenia. Kapłanki rangi Nemyah nie zechcą omawiać niuansów wiary z czternastoletnimi akolitkami i zamiast tego po prostu będą wlepiać Ci kary. Tymczasem zalecam ostrożność i kontemplację w milczeniu. Nie angażuj się głębiej, jeśli nie czujesz, że możesz zrobić to z zachowaniem szacunku.

Być może wpływa to na brak sympatii, jaki odczuwasz względem innych akolitów i który oni okazują tobie. Trudno dźwigać brzemię przyjaźni z kimś, kto stał się obiektem gniewu instruktorek. Dostrzegłam to już w zeszłym roku, gdy byłaś pod moimi skrzydłami, po Twojej kłótni z Wtajemniczoną Kapłanką Nycinde. W tym przypadku nalegam, byś pozwoliła swemu wewnętrznemu światłu jaśnieć równie efektownie, jak podczas naszych prywatnych rozmów. W końcu zjednasz sobie innych akolitów.

Porozmawiam z Zaprzysiężoną Słońcu Kapłanką Nemyah na temat przywrócenia Twojego przywileju wypowiedzi podczas zajęć z retoryki, jeśli przyrzekniesz, że pójdziesz za moją radą. W przeciwnym razie nie wstawię się za tobą.

W Świetle

Wtajemniczona Kapłanka Elcinae

Pamiętnik Diany, strażniczki Rakkorów

38 do nadiru

Najwyraźniej zapytanie Nemyah, dlaczego nazywamy noc „Ciemnością”, było krokiem za daleko.

Przecież w nocy nie jest ciemno. Nie zupełnie. Światło jest wtedy delikatniejsze, nie tak gorące i palące, lecz chłodne niczym strumień latem, i mknie między gwiazdami, by oświetlać moją ścieżkę podczas spaceru.

Dlaczegóż więc mówimy jedynie o Słońcu? Czym jest ta druga eteryczna istota? Dlaczego możemy dostrzegać jedynie Światło Słońca?

Ale tego pytania nie mogę zadać w oratorium. Szczególnie że Nemyah ogłosiła, że mam „trzymać język za zębami, dopóki pozostaję pod jej pieczą”, bo „zakłócałam zajęcia”, okazałam „brak szacunku” i... Nieważne. Niech im będzie. Niech inni akolici plotą ładne wierszyki, próbując sklecić przekonujący wywód, i powtarzają w kółko te same wersy, aż nie uniosę w górę dłoni w geście klęski i nie zacznę błagać instruktorki, by pozwoliła mi roznieść na strzępy te ich wątłe przemyślenia.

Dzisiaj miałyśmy omawiać nadchodzący Festiwal. Sebina wygłosiła małą przemowę o tym, jak bardzo jest podekscytowana uczczeniem swojego pierwszego Bezkresnego Wieczoru wraz z innymi dojrzałymi do tarczy. I tyle. To była cała refleksja. Całym sensem przemowy było: ale będzie fajnie. Ech. Z czymś takim musi pracować Nemyah, ale to mnie postanowiła ukarać.

Leona zgłosiła się, by wstać i spróbować z tym polemizować, ale jak można polemizować z „ja coś czuję”? Da się to podważyć, jedynie odczuwając coś innego, na przykład wyczerpanie lub obawę przed służeniem Słońcu w zły sposób czy coś takiego. Nie nazwałabym tego intrygującą przemową, ale przynajmniej się starała. Wspomniała też, że Ciemność jest posępna. Nie zła, lecz posępna, a to dwie różne rzeczy. I to właśnie zwróciło moją uwagę.

Próbowałam więc rozmawiać o tym z Leoną i zaczęłam od pytania o Ciemność. Miało być retoryczne. Nie zdążyłam nawet wspomnieć o tym, że Festiwal stanowi jedynie sposób, by scementować w ludziach swoje uczucia względem Słońca, i jest zwykłym rytuałem, który ma nas uwięzić w okowach ortodoksji zamiast zgłębiać naszą więź ze Słońcem... Ale nawet tego już było dla Nemyah za wiele. Fakt, że Słońce błogosławi nas Światłem i wzrokiem, nie znaczy, że kapłańska hierarchia nie mydli nam oczu.

Chyba nie jestem pierwszą osobą, która stawia takie pytania, prawda?

Jutro część dalsza. Znów wyjrzały gwiazdy jaśniejące srebrzystym blaskiem.

— D

Diana Leona Rise with Me 02.png

List od oddanej córki
37 do nadiru

Błogosławieni Słońcem rodzice,

modlę się, by mój list zastał Was oboje w zdrowiu, i mam nadzieję, że Aodonel i Kespina są zdrowi i szczęśliwi. Szanuję Wasze prośby o częstszą korespondencję, więc piszę do Was dzisiaj, choć nie mam zbyt wiele do powiedzenia, a na pewno nic wielkiej wagi.

Instruktorki zaczęły wykłady dotyczące Bezkresnego Wieczoru. Nie mogę się doczekać zmiany godzin pobudki, gdy wraz z innymi dojrzałymi do tarczy będziemy się szykować na stawienie czoła Ciemności. A odnośnie do pytania Matki — nie wiem jeszcze, czy odbędę ceremonię w towarzystwie innego akolity i czy w ogóle chcę to zrobić. Rozumiem, że Matka wątpi w moją szczerość w tych kwestiach, ale naprawdę żaden jeszcze nie wpadł mi w oko. Zapewniam, że Matka nie musi ciągle pytać. Sama o tym niezwłocznie powiadomię, jeśli sytuacja ulegnie zmianie.

A! W zeszłym tygodniu wykazałam się w grach wojennych. Nasza trenerka, Wtajemniczona Kapłanka Nycinde, chwaliła mnie i zachęcała innych, by obserwowali moją pracę nóg i sztukę szermierki. Stwierdziła, że dobrze sobie radzę z tarczą, choć powinnam się nauczyć, jak wspierać nią mych sojuszników w walce, a nie tylko chronić siebie. Z powagą traktuję jej kuratelę i po zajęciach poprosiłam Hyterope i Sebinę, by ze mną jeszcze poćwiczyły. Liczę, że poczynię dalsze postępy.

Mój rozwój akademicki przebiega dobrze, choć czuję, że kuleje moja retoryka. Rozmawiałam z Zaprzysiężoną Słońcu Kapłanką Nemyah, która stwierdziła, że radzę sobie nieźle, ale pod tym względem się z nią nie zgadzam. Nie chcę przez to powiedzieć, że lekceważę instruktorów! Mam jedynie na myśli, że pragnę rozwinąć swoje umiejętności, a Zaprzysiężona Słońcu Kapłanka Nemyah raczej nie udzieli mi dodatkowej pomocy.

Na wykłady z retoryki uczęszcza pewna dziewczyna, której wywody są bardzo spójne i logiczne, lecz jej poglądy i sposób myślenia czasami nie zgadzają się z naukami naszych instruktorów. Zawsze jest jednak przygotowana i z łatwością roznosi w pył argumenty swoich interlokutorek. Może to do niej powinnam się zwrócić o pomoc w tej sprawie. Wiem, że wierzycie, iż mogę zostać przywódczynią, i nie zamierzam Was zawieść.

W Miłościwym Blasku

Leona

Wiadomości wymieniane między Leoną, córką Kowali Słońca, oraz Dianą, strażniczką Rakkorów
35 do nadiru

Błogosławiona Słońcem Diano,

czy bardzo jesteś zajęta po naszych wykładach z języka średniorakkorskiego? Czuję, że w zakresie retoryki nie radzę sobie tak dobrze, jak bym mogła, i chciałabym poprosić Cię o pomoc w rozwijaniu umiejętności konstruowania i wygłaszania przekonujących argumentów.

W Świetle

Leona


Czemu prosisz mnie o pomoc? Nie jestem dopuszczana do głosu podczas zajęć, więc dlaczego chciałabyś uczyć się od osoby, której argumenty zostały przez instruktorki uznane za bezwartościowe? Może powinnaś poprosić Sebinę lub tę drugą dziewczynę, z którą ćwiczysz. Wydaje się, że to oddane towarzyszki, które zrobią wszystko, co w ich mocy, by pomóc Ci odnieść sukces.


Diana

Pomijając meritum twoich argumentów, konstruujesz logiczne wywody lepiej niż ktokolwiek na naszym roku, a być może także w całej świątyni. Zapewne słyszałaś debaty i prezentacje na koniec semestru prowadzone w poprzednich latach przez starszych akolitów, czyż nie? Wierzę, że dysponujesz większymi umiejętnościami niż ktokolwiek z nich.

Wiem, że jesteś bardzo zajęta, więc nie proszę, byś poświęciła mi dużo czasu. Jednak byłabym wdzięczna, gdybyś mogła przejrzeć moje notatki przed następnymi ćwiczeniami z retoryki i pomogła mi opanować to, czego jeszcze nie rozumiem.

I zapewniam, że nie proszę o to z lekkim sercem. Jeśli istnieje jakaś kwestia, z którą się szczególnie zmagasz i z którą mogłabym Ci pomóc, chętnie się odwdzięczę.

W Świetle

Leona

Pamiętnik Diany, strażniczki Rakkorów

35 do nadiru

Jestem w szoku, że Leona zwróciła się do mnie, i wciąż nie mam pewności, czy to nie jakiś żart... ale z drugiej strony przecież i tak nie mam co robić na retoryce. Postanowiłam więc jej pomóc.

Oczywiście nie spotkamy się osobiście. Nie chcę, aby instruktorki czy inni akolici patrzyli z ukosa na Leonę, bo poprosiła o pomoc heretycką samotniczkę. Wątpię, żeby zwrócili się przeciwko niej, bo przecież jest złotym dzieckiem naszej kohorty w grach wojennych, ale mogą z niej szydzić, wyśmiewać ją. A ja nie chcę, by ją to spotkało... szczególnie że była... dość odważna? Dość pokorna? Żeby się do mnie zwrócić. To pokrzepiające, że wreszcie ktoś potrafi się przyznać, iż nie jest we wszystkim najlepszy, a ja muszę wyznać, że mnie zaskoczyła. Chyba nigdy wcześniej nie widziałam, żeby Leonie coś nie wyszło.

A ja chciałabym mieć czasem z kim porozmawiać. Nawet jeśli ten ktoś z całego serca wierzy we wszystko, co się tutaj wykłada. Jeśli przez kontakt ze mną miałaby stracić cały szacunek, jaki sobie tu wypracowała, to dlaczego chce ze mną rozmawiać?

— D

Diana Leona Rise with Me 03.png

List od świątynnego instruktora do starych przyjaciół
21 do nadiru

Wielce Błogosławieni Słońcem Melio i Iasurze,

jeszcze raz dziękuję za Wasz hojny dar dla świątyni. Twoje dzieło, Iasurze, jest jak zwykle wybitne. Płomienna Kapłanka nalegała, abym zaprosił Was oboje na obchody Bezkresnego Wieczoru, który odbędzie się za dwadzieścia jeden wschodów, byście mogli podziwiać Waszą latarnię. Rozumiem, iż z dwójką dzieci pod opieką jest to utrudnione, ale może przyjedziecie z nimi, by zobaczyć choćby rozniecenie Słonecznych Pochodni.

Rozmawiałem z obecnymi instruktorami Leony i z radością donoszę, że Wasza córka przoduje we wszystkich edukacyjnych zmaganiach. Wzięła na swoje barki trud korepetytowania innych akolitów w zakresie leksyki i odmiany czasowników średniorakkorskiego. Jej poświęcenie Słońcu jest widoczne we wszystkim, co robi, a zaangażowanie w samodoskonalenie — godne podziwu. Obserwowałem ją podczas ostatniej potyczki w grach wojennych, gdzie szybko objęła przywództwo na polu walki, nawet nad starszymi akolitami. Wiem, że napełniłoby to Was dumą.

Należy jednak pamiętać, że czasem trzeba zrobić przerwę w nauce i docenić życie, którym obdarzyło nas Słońce. Po potyczce jeden z towarzyszy Leony zapytał, czy chciałaby mu towarzyszyć na Festiwalu Bezkresnego Wieczoru. Leona odmówiła i oddaliła się, by poświęcić wieczór nauce. Martwię się, że Leona może zbyt mocno koncentrować się na osiągnięciach i przez to straci wiele okazji, by radować się darami Słońca i naprawdę docenić bliskość Jego Światła zapewnianą przez pobyt w świątyni. Mam nadzieję, że porozmawiacie z nią o tym.

W Świetle

Zaprzysiężony Słońcu Kapłan Polymnius

Dziennik Leony, córki Kowali Słońca
17 do nadiru

Jak mam poprosić kogoś, by spędził ze mną Festiwal?

— Liścikiem? Czy to nie zbyt dziecinne? Nie dość bezpośrednie? I tak wymieniamy sporo listów... ale uwielbiam czytać jej wiadomości. Zawsze poświęca czas, by odpowiedzieć, a jej odpowiedzi są roztropne i mądre.

— Poprosić ją o wspólny spacer? Kiedy? W tym tygodniu każdej nocy mam potyczki.

— Kwiatami? Nie wiem, czy lubi kwiaty. A jeśli tak, to jakie.

— Posiłkiem? Nigdy mi nikt nie towarzyszył przy posiłku. Może to zbyt publiczny sposób. A co, jeśli posiłek jej nie posmakuje? Zły omen?

— Zaoferować wspólny trening tarczy? Ona rzadko korzysta z tarczy, to mogłoby zadziałać! A może nie lubi jej używać? Chyba nie przepada za potyczkami.

— Może przedyskutujemy pisma? To dobra okazja, by pomówić osobiście, zobaczyć, jak rozwija skrzydła i robi błyskotliwe wywody… oraz spróbować jej zaimponować? Może powiem, że potrzebuję pomocy przy dużym projekcie na retorykę? Nie, chodzi na te same zajęcia, to głupie.

— Może się razem pomodlimy? Dobra wymówka, by zaznać prywatności, ale nigdy na to nie przystanie.

— Zapytać, czy ma już jakieś plany? Tak swobodnie, niekoniecznie jako ktoś więcej niż przyjaciółki, pewnie nie chce iść sama. A co, jeśli już się z kimś umówiła? Kto mógłby jej towarzyszyć?

— Powiedzieć, że nie mam, z kim iść? To nie jest taka straszna opcja.

— Nie pytać, po prostu zobaczyć się z nią na miejscu i poprosić do tańca? Też nie najgorsza opcja.

Czemu to takie trudne?

Wiadomości wymieniane między Leoną, córką Kowali Słońca, i Dianą, strażniczką Rakkorów
14 do nadiru

Leono,

parę uwag do Twojego ostatniego wywodu:

Twoja rozprawa była spójna oraz łatwa do przyswojenia i nawet Sebina zdołała pójść śladami Twej logiki. I naprawdę spodobało mi się wplecenie hipotez Słońca-gwiazdy, które zaskakująco dobrze pasowały do Twojego wywodu sprzed paru tygodni na temat darów Słońca na niebie. Było widać, że Nemyah jest pod wrażeniem. Brawo!

Porównałaś Światło Słońca i życie do zimnej Ciemności, ale nie byłaś w stanie sprecyzować dokładnie, co jest w Ciemności złego. Czy chodzi o brak ciepła? Jeśli tak, to czy zima jest zła? Czy zimna woda jest zła? Czy chodzi o brak życia? Góra Targon sama w sobie nie jest żywa. Czy jest więc zła? Potrzebujesz lepszych przykładów lub zmiany metafor.

Mówiłaś o heretykach jako tych, którzy nie wierzą w Słońce. Co to w ogóle znaczy? Jest tam, na niebie — sugerujesz, że niektórzy nie wierzą w Jego istnienie? Myślę, że wiem, co miałaś na myśli, ale powinnaś wyjaśnić, że wiara w Słońce i wiara w nasze pismo to nie do końca to samo. Albo powinnaś raczej mówić o czczeniu Słońca, a nie „wierzeniu” w nie.

Co więcej, dlaczego zakładasz, co zakazane tablice mówią o historii naszego ludu? Wykładowcy przedstawili nam jedynie streszczenie i pogłoski o znaczeniu tych tablic, ale dopóki nie będziesz dysponować konkretnymi cytatami, to pracujesz jedynie na hipotezach, a nie prawdzie. Wstrzymałabym się z budowaniem tez na podstawie zawartości zakazanych tablic do czasu, aż je ujrzysz po rytuale wtajemniczenia.

Twój argument o Wiecznym Dniu był dobry, tak samo jak ten o Teorii Cienia, ale nie zwieńczyłaś ich solidną konkluzją. Co dla kreacji cienia oznacza czczenie zarówno Wiecznego Dnia, jak i Bezkresnego Wieczoru? Czy są to twory śmiertelników, czy jednak Słońca?

Ale tak, na pewno robisz postępy. Czy czujesz to, gdy wychodzisz na podium?

Diana

Diano,

tak! Na pewno to czuję. Tak jakby płynęła przeze mnie sprawiedliwość Słońca. Czuję, jak Jego ciepło rozpala me policzki w miarę przemawiania. Szkoda, że nie mamy zajęć na świeżym powietrzu, choćby w chłodzie zimy, by Słońce mogło mnie usłyszeć.

Bardzo doceniam Twoje notatki. Dziękuję, że poświęciłaś swój czas, by je sporządzić. I jeszcze raz dziękuję za wszelką pomoc w tej kwestii. Nie czyniłabym tak regularnych postępów, gdyby nie Ty. Mam jednak dalsze pytania.

Cały mój wywód był ugruntowany w źródłach. Mam cytaty każdego fragmentu Hymnu oraz zapiski filozofów i świątynnych uczonych. Nie wierzę, żeby moje wnioski były wyjątkowe. Może jedynie sposób, w jaki powiązałam różne fragmenty? Jednak żadna z cytowanych przeze mnie prac nie odpowiedziała ani nawet nie próbowała odpowiedzieć na pytania, które stawiasz w swojej krytyce. „Co jest złego w Ciemności?” Powód nie ma znaczenia. Nigdy nie chodziło o powód. Po prostu tak jest. Czemu uważasz, że powinnam zgłębić tezę, która jest już tak powszechnie znana?

Poza tym zauważyłam, że w potyczkach nie ćwiczysz walki swoją tarczą. Mnie zajęło to trochę czasu, szczególnie że jest tak duża i nieporęczna, ale zaczynam lepiej rozumieć, jak mogę ją wykorzystać w bitwie. Może chcesz poćwiczyć ze mną? Jeśli masz czas.

Leona


Leono,

skoro jest to tak powszechnie znane i uznawane, to nie sądzisz, że właśnie powinnaś się w to zagłębić? Kto to uzgodnił? Kiedy? Dlaczego? Czemu wszyscy uznali, że niektóre rzeczy mamy z góry przyjmować za niepodważalną prawdę?

Prosiłaś, bym spojrzała na Twój wywód i pomogła Ci go lepiej zbudować. Właśnie to próbuję zrobić. Jeśli wywodu nie można dobrze ugruntować na podstawie obowiązującego kanonu i ortodoksyjnej myśli, a przynajmniej kanonu, jaki nam przedstawiono... to może leżące u podstaw założenia są błędne lub nie mają sensu. Może zakazane tablice zawierają odpowiedzi na te pytania. A może nie. Tego nie wiem, ponieważ nie pozwalają nam ich czytać! To takie frustrujące! Dlatego staram się opierać swoje wywody na tym, do czego mamy dostęp, i prosić o doprecyzowanie niejasności w tekstach.

Jednak tym razem poradziłaś sobie znacznie lepiej niż poprzednio. Nie mogę się doczekać Twojej kolejnej przemowy. Daj mi znać, czy uprzednio chciałabyś uzyskać moją pomoc, czy raczej wolisz mnie zaskoczyć swoimi argumentami.

I dziękuję Ci za ofertę, ale nie sądzę, żebym kiedykolwiek była w stanie skutecznie władać tarczą. Zbytnio mnie spowalnia i odwraca moją uwagę, przez co nie mogę się skupić na wyprowadzaniu ciosów. Poza tym wiem, że dopóki Ty jesteś w mojej drużynie, przynajmniej jedna osoba będzie mnie bronić.

Diana

List od Zaprzysiężonej Słońcu Kapłanki Nemyah do błyskotliwej uczennicy
12 do nadiru

Błogosławiona Słońcem Leono,

chcę Cię pochwalić za postępy, jakich dokonałaś w ciągu ostatnich tygodni. Już wcześniej świetnie prowadziłaś debaty, ale najwyraźniej poświęciłaś się dalszemu zgłębianiu tej umiejętności — i to widać.

Przepraszam, że Twoja dzisiejsza przemowa została zakłócona. Zapewniam, że wraz z Płomienną Kapłanką wyciągniemy konsekwencje. Nie przejmuj się tą sprawą i dalej podążaj ścieżką ku doskonałości i jego Światłu.

W jego Błogosławionym cieple

Zaprzysiężona Słońcu Kapłanka Nemyah

Oświadczenie dyscyplinarne
12 do nadiru

Ja, Zaprzysiężona Słońcu Kapłanka Nemyah, przedstawiam świadectwo czynów akolitki Diany, strażniczki Rakkorów, oraz karę, jaką na nią w konsekwencji nałożono.

Akolitka Diana przerwała prezentację innej akolitki, mimo że przed kilkoma tygodniami nakazano jej zachować podczas zajęć milczenie. Gdy kazano jej ucichnąć i pozwolić na kontynuację wywodu, zamiast tego próbowała ripostować argumenty przemawiającej akolitki. W bluźnierczym uniesieniu Diana zasugerowała, że Światło nie należy w pełni do domeny wspaniałego Słońca. (Niech przeklęty mrok nie ma przystępu). Tym samym zatruła niebezpieczną herezją umysły wszystkich dojrzałych do tarczy akolitów obecnych na zajęciach.

Po rozmowie z Płomienną Kapłanką Thalaią zdecydowałam o karze. By przypomnieć Dianie o miłosierdziu Słońca, spędzi ona trzy dni, stojąc w Świetle Słońca, pozbawiona cienia i wody, dopóki Słońce nie uda się na nocny spoczynek.

Pamiętnik Diany, strażniczki Rakkorów

11 do nadiru

Słońce nie dla wszystkich stanowi kochającą i życiodajną matkę. Jest nienawistne, złośliwe i próbuje nas przegnać pod ziemię, gdzie skryjemy się przed Jego palącym Światłem!

Wcale tak nie myślę naprawdę, ale nie czuję też, że Słońce mnie kocha.

Jutro trzeci dzień mojej kary. Mam nadzieję, że będą chmury. Albo deszcz! Śnieg? Cokolwiek. Moja skóra jest czerwona i boli. Chcę jedynie spać.

Ale nie żałuję. Ta debata z Leoną była dla nas najbliższym możliwym substytutem publicznej rozmowy i prowadziłyśmy ją na własnych zasadach. Nie wspomniałam nawet o świetle, które przebija Ciemność nocą. Nie zdążyłam, bo Nemyah odciągnęła mnie do Thalai, by mnie ukarać. Ciekawe, co by zrobiły, gdybym zdążyła.

Nie znoszę wszystkich tutaj. Nie chcę niczego z nimi świętować. Nie chcę, by te ich zakłamane uśmiechy i uroczyste spojrzenia świdrowały mnie na wylot. Zamiast obchodzić Bezkresny Wieczór, ja... się powspinam. Wejdę gdzieś wyżej. Może popatrzę na gwiazdy. Pooglądam światło nocy.

Poza tym jedyna osoba, z którą chciałabym pójść, na pewno nie chce, by widziano nas razem. Nie po takiej publicznej pokucie. Wcześniej też pewnie nie... Nie mam więc nic do stracenia.

— D

Diana Leona Rise with Me 04.png

Nie wszystkich nienawidzę. Ale nie każdy jest życzliwy, ma promienny uśmiech i lśniące serce i nie każdy dostrzega we mnie... kogoś wartościowego. Wartego czasu. Wartego uwagi.

Ale jestem pewna, że dla niej nie jestem już warta funta kłaków.

Dziennik Leony, córki Kowali Słońca
7 do nadiru

Dlaczego powinnam wybrać kogoś do pary na Festiwal:

— Sześć osób mnie zaprosiło i wszystkim odmówiłam.

— Nie chcę, by myśleli, że jestem zadufana w sobie.

— Lubię się bawić (?).

Sebina i Hyterope uważają, że mam sekretnego towarzysza.

— Moi rodzice może też przybędą i chcą, bym była bardziej towarzyska.

— To zaledwie za tydzień.

— Ale wiem, z kim chcę iść. Tylko czy to dobry pomysł? Diana dopiero co skończyła pokutę i nikt nie okazuje jej życzliwości, choć to ja udzieliłam jej wtedy głosu. Chciałam ujrzeć, jak demontuje moje argumenty i zadaje pytania. Chciałam odpowiedzieć przygotowanymi cytatami. Słońce zaleca miłosierdzie, ale nie spodziewam się, żeby kiedykolwiek już zjednała sobie przychylność Kapłanów i Kapłanek. Czy gdybym z nią poszła, to wszyscy traktowaliby mnie tak samo?

— Czy ma to jakieś znaczenie? Czy jest tego warta?

— Nie obchodzi jej, co inni o niej myślą. Dlaczego mnie miałoby to obchodzić?

— Ma to szczególne spojrzenie, gdy uważa, że ma rację, gdy wygrywa dyskusję. Światło Słońca promienieje wtedy z jej oczu, a ona nosi triumf niczym koronę. To wspaniały widok.

Dobra, namyśliłam się!

List od Płomiennej Kapłanki Thalai do rodziców ukaranej akolitki

5 do nadiru

Piszę, by poinformować, że Państwa córka Leona wdała się w kłótnię z inną akolitką. Wedle mojej wiedzy nie doszło do rękoczynów. Byłam świadkiem końcówki konfrontacji i nie słyszałam, co stanowiło źródło sprzeczki. Rozmawiałam z obiema dziewczynami, ale żadna nie wyznała, co stało się zarzewiem starcia. Na obie zostanie nałożona stosowna kara.

W Jego wszechobecnym Świetle

Płomienna Kapłanka Thalaia

Fragment z pamiętnika Diany, strażniczki Rakkorów
5 do nadiru

Lecz gdy powiedziałam Leonie, że nie przybędę na Bezkresny Wieczór, jej oczy przygasły, jak gdybym jej rzekła, że moje serce oplotła Ciemność. Tak dobrze mnie zna, wie, przez co przeszłam, a i tak mnie zapytała, DLACZEGO NIE?

Wtedy zdałam sobie sprawę... Och. Stosowała prozelityzm.

Najwyraźniej cała ta nasza korespondencja pozwoliła Leonie myśleć, że można mi prawić kazania, że można mnie nawrócić i ukazać mi Światło. Prosiła o moją pomoc... bo uważała, że może pomóc mnie.

Wściekłam się. Krzyczałam. Nie jestem z tego dumna, ale to było ode mnie silniejsze. Dobrze, że się nie rozpłakałam. Powinnam się domyślić, że o to jej chodziło. Tylko o to jej chodziło.

Na szczęście tym razem nie tylko ja wpadłam w kłopoty. Złote dziecko Leona też musi odbyć karę, ale jej nie kazaliby stać całymi dniami w Słońcu. Zamiast tego będziemy szorować podłogi w całej świątyni, nawet w cenobium.

Ciekawe, czy to instruktorzy poprosili ją, by interweniowała w imieniu Słońca.

Czy tylko tyle dla niej znaczę? Jestem heretyczką, którą może nawrócić na ścieżkę? W takim razie ona i te jej żałosne wywody mogą sobie zgnić i zawalić retorykę.

— D

Dziennik Leony, córki Kowali Słońca
5 do nadiru

Dlaczego nigdy nie powinnam była prosić Diany, by poszła ze mną na Festiwal:

— Wyglądała na obrzydzoną, że w ogóle spytałam, czy idzie.

— Zaczęła na mnie krzyczeć publicznie.

— Obie wpadłyśmy w kłopoty i teraz opuszczę potyczki, by szorować podłogi.

— Nie obchodzi jej święto Słońca.

— Jest w zasadzie heretyczką.

— Pewnie nawet by nie tańczyła, gdyby poszła.

— Teraz nigdy już do mnie nie napisze.

Powinnam przyjąć zaproszenie od kogoś innego.

List od rozczarowanych rodziców do córki
2 do nadiru

Błogosławiona Słońcem Leono,

Twoja matka i ja jesteśmy niezadowoleni zarówno z tytułu Twej pokuty, jak i rozczarowujących wyników w ostatniej potyczce. Wiemy, że stać cię na więcej, i spodziewamy się, że staniesz na wysokości zadania. Przywódcy w Jego Świetle nie znają przeszkód nie do pokonania i nie dają się zatrzymać przez tak przyziemne błahostki, jak „pokrzykiwania w szkole”.

Przybędziemy na ceremonię otwarcia Bezkresnego Wieczoru za dwa dni i wtedy porozmawiamy z Tobą o tym, jak lepiej możemy zadbać o Twoją przyszłość.

W Miłościwym Jego Świetle

Ojciec

Pamiętnik Diany, strażniczki Rakkorów
1 do nadiru

Jestem wściekła ponad miarę.

Nie próbowała prawić mi kazań.

ONA MNIE CHCIAŁA ZAPROSIĆ NA FESTIWAL.

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

DIANO, JAKA TY JESTEŚ GŁUPIA

Pismo z Urzędu Płomiennej Kapłanki Thalai
Nadir

Do wszystkich dojrzałych do tarczy i starszych.

Życzę Wam radosnego Festiwalu Bezkresnego Wieczoru i niech zawsze przyświeca Wam Jego nieskończona miłość i ciepło. Obchody zaczynamy o zmierzchu, więc proszę o stosowne odzienie w postaci formalnej szaty świątynnej.

W Jego wszechobecnym Świetle

Płomienna Kapłanka Thalaia

List od Leony, córki Kowali Słońca, do rodziców (niewysłany)
174 do zenitu

Moi Błogosławieni Słońcem rodzice,

chwała Wam obojgu, w Świetle Słońca, i niech się kolejne dni znów dłużą w Jego Miłości. Wiem, że spodziewaliście się zobaczyć mnie na ceremonii, a ja

Ja chciałam wyjaśnić, dlaczego nie byłam na początku

Na pewno zastanawialiście się

Opuściłam pierwszą połowę Festiwalu.

Pamiętnik Diany, strażniczki Rakkorów
174 do zenitu

Nie wierzę, że piszę te słowa wciąż roztrzęsionymi palcami, ale taka jest prawda. Niewyobrażalne. Nie do pomyślenia.

A jednak się stało.

Obserwowałam, jak inni szykują się na Bezkresny Wieczór, wdziewają płaszcze, woale i zbroje. A ja... nie. Założyłam najcieplejszą szatę i wymknęłam się do paleniska akolitów, za świątynną palisadę i poza nią, w dzicz. Ponad świątynią, na niższych szczytach góry, niewiele było dzieł ludzkich rąk. Tam mieliśmy odczuwać największą bliskość Słońca. Wspięłam się więc i znalazłam dobre miejsce, by usiąść i obserwować niebo.

Przyglądałam się zachodzącemu Słońcu, ciemniejącemu niebu oraz jasnym płomieniom Słonecznych Pochodni na terenie świątyni poniżej. Nawet stamtąd czułam ten okropny żar. Moja skóra wciąż pamiętała poparzenia po pokucie. Gdy jednak spoglądałam na nocne niebo, na Ciemność, na gwiazdy, na przepiękny blask powyżej... Na chwilę o tym wszystkim zapominałam.

Wiedziałam, że to złe. Wiedziałam, że nie powinnam. Jednak... ten blask, to miękkie, srebrzyste światło ponad moją głową sprawiało, że po raz pierwszy od bardzo dawna czułam spokój. Po raz pierwszy od nie wiem kiedy. Nie martwiłam się instruktorami ani Festiwalem poniżej, ani tym, co się stanie, gdy zorientują się, że mnie tam nie ma. Nawet teraz, gdy przypominam sobie tamtą chwilę, ogarnia mnie spokój. Czułam to, czym rzekomo powinno obdarzać mnie Słońce.

Pomodliłam się więc do Niego. Żadne wymyślne modły, jakie odmawialiśmy podczas południowej liturgii. Proste słowa dziękczynienia. Nie będę ich tu przytaczać, nie chcę umniejszać ich wagi.

Wtedy właśnie usłyszałam wołanie Leony.

Kontynuacja — list od Leony (niewysłany)

Zdaję sobie teraz sprawę z tego, że po takiej pokucie Diana nie cieszyła się na Festiwal tak jak inni akolici i ja. Nie zbeształa mnie za to, że ją chciałam zaprosić... Nakrzyczała na mnie, że w ogóle wspomniałam o święcie. W zasadzie to Wasz list pomógł mi pogodzić się z własnym bólem i szczerze zadumać się nad tamtą chwilą. Po zastanowieniu postanowiłam ją znaleźć i przeprosić. Wiedziałam, gdzie jej nie znajdę, ale nie miałam pojęcia, gdzie może być. Najpierw więc szukałam na terenach świątynnych, a potem poza nimi.

Nigdy wcześniej nie widziałam Diany nocą. Gdy zbyt długo znajduje się w chwale Słońca, jej skóra boleśnie różowieje, ale tutaj, w woalu Ciemności... wyglądała, jakby była w swoim nocnym żywiole. Ale nie w zły sposób. Jakżeby inaczej, skoro jej włosy i oczy mają kolor nocy?

Zapytała, co tam robię. Czy nie powinnam znajdować się na dole z innymi uczestnikami Festiwalu? Spojrzała na mnie z... Sama nie wiem. Ze strachem może. Na pewno z obawą. Rozczarowanie skradło mi słowa z ust i jedynie milczałam. Mogłam się tylko wpatrywać.

Wtedy zapytała, czy ktoś kazał mi przyprowadzić ją z powrotem do świątyni na Festiwal. Pokręciłam głową i wymamrotałam przeprosiny. Za to, że ją zdenerwowałam, że wpakowałam nas w kłopoty. Wbiła we mnie wzrok i sama pokręciła głową, a potem przeprosiła mnie za to samo. Chciałam się zaśmiać, ale chwila wydawała mi się na to zbyt krucha, więc nie chciałam jej zmącić. Zdałam sobie sprawę, że po raz pierwszy rozmawiałyśmy na osobności.

Gestem zaprosiła mnie do siebie, więc dołączyłam. Usiadłyśmy razem, bliżej siebie niż kiedykolwiek wcześniej. Nasze ramiona się zetknęły, a ona drgnęła jak oparzona.

— A więc w ogóle nie idziesz na Festiwal? — spytała. Może nie tymi słowy, ale w tym duchu.

Odpowiedziałam coś w stylu:

— Nie wiem. To zależy.

Serce biło mi jak młot i podeszło do gardła, gdy oparła głowę na moim barku, ale chyba tego nie zauważyła. Wtedy spojrzała w górę, na niebo, i się uśmiechnęła.

Chyba nigdy wcześniej nie byłam tak szczęśliwa.

Nie wyślę tego listu.

Kontynuacja — pamiętnik Diany

Siedziałyśmy tak rozluźnione pod nocnym niebem przez... kilka godzin? Straciłam poczucie czasu. Tak bardzo chciałam wskazać blask ponad nami i zapytać, co o tym sądzi, czy to w jakiś sposób zmienia jej postrzeganie Słońca i Jego Światła. Ale zamiast tego siedziałyśmy obok siebie wpatrzone w gwiazdy.

W pewnym momencie niebo zasnuła chmura i dostrzegłam, że odbija się w niej światło pochodni. Wciąż nie chciałam iść na Festiwal, ale zdawałam sobie sprawę, jak ważny był dla Leony. A ona bez słowa skargi całymi godzinami siedziała tam ze mną.

Zapytałam więc, czy miałaby ochotę ze mną zatańczyć na Festiwalu.

Spodziewałam się, że odmówi, ale na jej twarzy wykwitł szeroki uśmiech, szerszy, niż kiedykolwiek u niej widziałam. Chcę go namalować, ale chyba nie zdołam oddać tego rozpromienienia. Chwyciła moją dłoń i odpowiedziała coś, czego nigdy nie zapomnę, dopóki oddycham: „Jeszcze nie teraz”.

I wtedy Leona mnie pocałowała.

A ja odwzajemniłam pocałunek.

Diana Leona Rise with Me 05.jpg

Hymn Świtu

Tablica Siódma, Strzaskana i Utracona przez Solari, Wersy Nieznane


Najgłębszym ich życzeniem jest dzielić niebo

dość przestronne dla wspólnego tańca

ze splecionymi dłońmi i sercami.


Miast tego muszą jedynie na siebie zerkać,

czekać, aż drugie uczyni pierwszy krok,

lub patrzeć, jak odchodzi.


Jednak tu i tam pocałunek,

miłości hojny dar, uścisk miękki,

chwile ekstazy i radości.


„Wzejdź ze mną” — szepcze.

„Ukoję cię pieszczotą,

niech świat zaczeka na Słońce”.


„Wstań ze mną” — krzyczy.

„Ogrzeję cię uczuciem,

niech świat nie zazna dziś Księżyca”.


Z tej więzi powstaliśmy,

zrodzeni ze świtu i zmierzchu,

otoczeni ich miłością.

Diana Leona Rise with Me 06.jpg


Stara[]

Jako prawdziwe wcielenie potęgi księżyca, Diana prowadzi mroczną krucjatę przeciw czcicielom słońca, Solarim. Mimo, że kiedyś szukała akceptacji wśród swoich ludzi, lata bezowocnej walki zmieniły ją w zgorzkniałą, przepełnioną pogardą wojowniczkę. Teraz stawia wrogom straszne ultimatum: muszą czcić światło księżyca lub zginąć od jej zakrzywionej broni.

Chociaż urodziła się jako Solari, ciekawska natura Diany odróżniała ją od pobratymców. Zawsze szukała ukojenia w nocnym niebie i kwestionowała dominację słońca w jej społeczeństwie. Starsi Solari odpowiedzieli na to wyzwanie szyderstwami i karami. Diana była jednak przekonana, że jeśli odnajdzie dowody na istnienie mocy księżyca, starszyzna jej wysłucha. Przez lata zapoznawała się z archiwami Solarich w samotności, aż do chwili odkrycia zaszyfrowanej wiadomości, ukrytej w starej księdze. Ta poszlaka naprowadziła ją na trop opuszczonej doliny na Górze Tragon, gdzie znalazła ukryte wejście do pradawnej, zamkniętej świątyni. W środku, poza reliktami i wyblakłymi freskami, odnalazła zdobioną zbroję i piękne, zakrzywione ostrze z księżycowymi runami. Diana uzbroiła się w znaleziska i wróciła tej samej nocy do starszyzny Solarich. Ogłosiła, że artefakty dowodzą, że niegdyś oddawano cześć księżycowi. Jej odkrycie, poddające w wątpliwość dominację Solarich, zszokowało starszyznę. Ku przerażeniu Diany, ogłosili ją heretyczką i skazali na śmierć. Podczas, gdy starsi przygotowywali egzekucję, wściekłość i rozpacz Diany wzięły górę nad jej rozpaczliwym poszukiwaniem akceptacji. Wzniosła wzrok do nieba, wzywając księżyc, by dodał jej sił. Odczuła przypływ księżycowej mocy i zerwała więzy, uniosła swój miecz, obróciła się i wyrżnęła starszyznę. Zostawiając za sobą ruiny świątyni, zapragnęła zniszczyć wszystkich, którzy zaprzeczają potędze księżyca.

Słońce nie ujawnia prawdy. Zamiast tego pali i oślepia.Diana

Przypisy

Advertisement