FANDOM


Ponieważ lubię wymyślać umiejętności dla postaci w LoL-u, postanowiłem pogłówkować nad zdolnościami  Yoricka. Trochę pomyślałem, co w nim nie pasuje (według mnie już teraz wszystko pasuje, gra się nim łatwo i skutecznie... i jakże wkurzająco dla wroga :P) i wyszedł mi taki zestaw czarów:

(Nie będę pisał szczegółów, ale Ghule po prostu zachowują się inteligentniej, chodzą bliżej swego pana. Tak samo jak teraz, ich zdrowie powoli spada - ale zaczyna spadać dopiero po chwili od stworzenia.)

Siewca Zarazy
Yorick.Przeklęte Przymierze

Podstawowe ataki Yoricka i jego Ghuli nakładają efekt Zarazy na trafione cele. (Efekt utrzymuje się kilka sekund.) Jeśli Zarażony cel umrze, istnieje pewien procent szansy (zwiększający się na poziom), że z jego zwłok powstanie Ghul (normalny), walczący po stronie Yoricka, ale nie podążający za nim. (Mimo to liczą się jako jego chowańce.)

Z Zarażonych Bohaterów i potężnych Potworów zawsze powstają Ghule, ale (w przeciwieństwie do normalnych) posiadają tylko część swej siły sprzed śmierci.


Omen Wojny
Yorick.Omen Wojny

Następny podstawowy atak Yoricka zada dodatkowe obrażenia fizyczne i przywoła Wściekłego Ghula. Zadaje on większe obrażenia niż normalne, a także porusza się szybciej. Przez okres jego życia Yorick otrzymuje zmniejszone obrażenia i porusza się szybciej.


Omen Zarazy
Yorick.Omen Zarazy

Yorick przywołuje we wskazanym miejscu Gnijącego Ghula, zadając znajdującym się na tym obszarze wrogom obrażenia magiczne. Gnijący Ghul spowalnia wszystkich wrogów wokół i nakłada (w ten sam sposób) efekt Zarazy (umiejętności biernej).


Omen Głodu
Yorick.Omen Głodu

Yorick zadaje wskazanemu przeciwnikowi obrażenia magiczne i uzdrawia się o część zadanych obrażeń. Dodatkowo cel zostaje na pewien czas Zaklęty.

Ghule obierają Zaklęty cel za priorytet ataków. Ilekroć trafią Zaklętą ofiarę atakiem podstawowym, uleczą lekko siebie i Yoricka, a także przedłużą swój czas życia na polu bitwy.

(Dla trybu Ultra Rapid Fire: Tylko jeden cel może być naraz Zaklęty; Zaklęcie drugiego zdejmie efekt z pierwszego.)


Omen Śmierci
Yorick.Omen Śmierci

Yorick zaraża wskazaną sojuszniczą jednostkę plagą umarłych. Jeśli cel umrze będąc pod jej wpływem, odrodzi się na jakiś czas. (Przy użyciu tej umiejętności na stworze lub chowańcu czas odnowienia jest dużo krótszy.)

"Zmartwychwstałe" stwory i chowańce podążają za Yorickiem (zachowują się jak normalne Ghule). Wskrzeszeni sojuszniczy Bohaterowie kierują sami sobą po śmierci, jednak są nieco słabsi niż za życia.


Coś wytłumaczyć?

Myślałem też o jego historii, w której np. jego życie zostało by zakończone przez  Ahri (co tłumaczy dlaczego nie miał potomków i był jej wrogiem), ale uznałem, że mi się nie chce i wolę myśleć nad historiami Czempionów, którzy nigdy się nie pojawią.

A, co mi tam. Przyszło mi do głowy parę pomysłów, wyszło zabawnie, więc szkoda, żeby odeszło w zapomnienie. Tak więc...

Lepiej się dogadamy, gdy będziemy sobie bliżsi. Gdy razem będziemy martwi .

W mieście Noxus istnieją różne rody szlacheckie, z czego niektóre mają wielki wpływ na władzę, zaś inne odróżniają się od pospólstwa tylko majątkiem i nazwiskiem. Jednym z tych, które jeszcze niedawno coś znaczyły, był ród Mori. Nie była to magnacka rodzina zbyt mocno wpływająca na władzę, ale miała swój czas chwały - z nich wywodziła się matka jednego z Noxiańskich Wielkich Generałów. Niemniej, wszystko w końcu upada. Ród z czasem podupadł, stracił wpływy i majątek, zrównał się z pospólstwem. Jedyne, co im pozostało, to nazwisko, zaś każdy kolejny członek powtarzał sobie, że jest z rodu Morich i powinien przynieść mu chwałę. Typowa historia rodu szlacheckiego w Noxus.

Jedynym dzieckiem urodzonym w ostatnim odłamie rodu Mori był chłopiec nazwany  Yorick. Od niego zależało przetrwanie rodziny, był ostatnim piastującym to nazwisko. Od dzieciństwa wmawiał on sobie wielką odpowiedzialność, jednak nikt już nie wierzył, że Yorick odbuduje pozycję rodu; nieszczęsne dziecię urodziło się co prawda silne i dość inteligentne, ale szpetne i z pożałowania godnymi deformacjami ciała. Mogło to wynikać z brudu i nędzy w jakiej rodzina żyła.

Młodzieniec postanowił poszukać szczęścia w wojsku; liczył, że silnymi rękami wybuduje sobie chwałę. Stało się inaczej, niż podejrzewał. Oficerowie wyśmiali jego cielesne ułomności, uznali za nienadającego się na żołnierza i przypisali go do oddziału inżynieryjskiego. Inżynierowie - zwani też saperami - pełnią często niedocenioną rolę w armii, wznosząc dla niej mosty i obozowiska. Jednak wielu członków tych oddziałów spędza życie na kopaniu w ziemi, noszeniu bali i budowaniu. Zaś kończą zapomnieni. Mimo wszystko Yorick przystał na te warunki - nauczył się już brać to, co daje los i nie narzekać.

Chociaż z początku miał brudną robotę pracując w błocie niczym pospolity robol (jakim zresztą był), z czasem zaczął wykazywać się szacunkiem i poświeceniem dla pracy. Przywódcy formacji budowniczych uznali go za dobry materiał na przewodniczącego. Wreszcie stał on się jednym z bardziej znanych i docenianych saperów. Był lubiany wśród swoich podwładnych za rozwagę, szacunek dla biedniejszych i staranność przy pracy - nieraz sam kasał rękawy i pracował z niższymi stopniem robotnikami. Szczególny moment nastąpił, gdy typowego, przeciętnego budowlańca przygniótł jeden z bali, z których budowano wieżę; ryzykując zawalenie konstrukcji i śmierć Yorick bez wachania pomógł kamratowi, ratując mu życie.

Yorick nieraz pracował podczas prostych misji wojskowych, ale w końcu nadszedł czas prawdziwej wojny, gdy Noxus zaatakowało Ionię. Tam saperzy mieli prawdziwe pole do popisu - w zupełnie obcym kraju trzeba było nagle przygotować teren dla wielkiej floty inwazyjnej. W Yoricku wyraźnie obudziło się poczucie wielkości rodu, stał się bardzo zręcznym i dobrym dowódcą. Mosty czy obozy, jakie jego oddział budował, wznoszone były zaskakująco szybko i sprawnie. Jednak garbaty saper nie brał długo udziału w konflikcie.

Pewnego dnia, podczas stacjonowania w ionijskich górach wybrał się on na zwiad terenu. Miał zamiar obejrzeć grunty, by znaleźć najlepsze miejsce na most biegnący nad klifem. Zawsze był dość ponurym typem, a także samotnikiem. Wyszedł zupełnie sam i tylko on wiedział, co się stało.

Nieoczekiwanie, podczas kopania w ziemi podeszła doń  młoda niewiasta, robiąca niezwykłe wrażenie. Była ona dziwnie urodziwa i nader atrakcyjna, odziana w kuse i lekkie - jak na zimne góry - wdzianka. Zaczęła opowiadać, że jest córką ionijskiego szlachcica, którego dwór został napadnięty przez Noxian i spalony, zaś rodzina wyrżnięta i tylko ona uciekła. Yoricka niezbyt to obchodziło; zbyt mocno skupił się na jej cielesnych walorach.

Zdeformowany, ponury mężczyzna nigdy nie miał nawet najmniejszych szans na powodzenie w miłości; nigdy nie wierzył, że zdoła odnaleźć kobietę godną zostania matką kolejnych członków rodu Mori. Nigdy też o tym nie myślał, ale teraz nagle odzyskał to wiarę. Szlachcianka wyglądała na słabą cieleśnie, ale zdrową i dojrzałą. Dotychczas gardzącego uwodzicielskimi - i zresztą prawie wszystkimi innymi - kobietami Yoricka zaczęła nagle dotykać nowa rządza, obsesja; postanowił sobie, że zabierze niewiastę - choćby siłą - do obozu, tam przetrzyma, a potem wróci do Noxus, ożeni się i zacznie wreszcie prowadzić życie rodzinne. Nie było mu jednak dane prowadzić takiego życia... tak jak żadnego innego.

Gdy dowódca długo nie wracał, jego podwładni zaczęli szukać go tam, gdzie miał rzekomo się udać. Znaleźli go leżącego na ziemi, bez jakichkolwiek oznak życia. Zwłoki leżały w pozycji strasznej agonii, widać było, że umierał w przerażeniu i bólu. Co jednak dziwiło, nie zauważono na nich żadnego śladu ran czy innych nienaturalnych urazów. Nie wyglądał też na zabitego chorobą czy trucizną. Zdarza się, że ludzie umierają nagle jakby bez powodu. Nie dziwiło to w przypadku osoby urodzonej w brudzie i zdeformowanej. Zwłoki ostatniego z rodu Morich zabrano do Noxus i pogrzebano na cmentarzu dla zasłużonych wojskowych. Wraz z nim złożono do grobu ceremonialną łopatę, ufundowaną i zrobioną przez ludzi z oddziału Yoricka; miała ona przypominać o jego poświęceniu dla pracy. Yorickowi pogrzebu udzielił urodzony w biedocie, ale tak samo jak Yorick, także doszły do chwały kapłan imieniem  Karthus.

Długi czas później człowiek ten przybył na Shadow Isles w poszukiwaniu Prawdy o śmierci; tam właśnie stał się przepotężnym liczem. Wśród zagubionych, ponuro snujących się dusz spotkał - ku swemu zaskoczeniu - Yoricka. Od dawna ciekawiło go, co spotkało ostatniego z Morich, kojarzył to z pięknem opuszczenia ciała. Yorick wyżalił się Karthusowi, jak znęcają się nad nim dusze przodków za skończenie linii krwi, jak uwiodła go i zabiła piękna niewiasta będąca w istocie magicznym, demonicznym lisem; jak brutalnie wyrwała mu duszę z ciała, wyłuskała z niej esencję ludzkiego życia i zupełnie beztrosko porzuciła samą duszę, uniemożliwiając jej opuszczenie tego świata i skazując tym samym na wieczne błąkanie się po krainie, która przyciąga potępionych, na Shadow Isles.

Karthusa nie zasmucił los zasłużonego inżyniera (umarli nie znają uczuć), ale postanowił uczynić go równie silnym co on; dać mu drugą szansę. Zaczął opowiadać mu o nie-życiu, o śmiertelnym zmartwychwstaniu. Zafascynowany Yorick o dziwo rozumiał pokrętną mowę Piewcy Śmierci, zaczęła go wręcz zachwycać. Na chwilę zamknął oczy, a gdy je otworzył, był zamknięty w kamiennej trumnie. Żywi ludzie nie wykorzystują pełni siły swych mięśni, zaledwie tyle, im trzeba. Umarły ma pełną władzę nad swym ciałem, toteż Yorick bez problemu uniósł kamienne wieko trumny, wraz z ziemią na niej i płytą nagrobka. Chwyciwszy jedyny przedmiot jaki przy sobie znalazł - fachowo wykonaną łopatę z nierdzewnej stali - wyszedł z grobu jako ożywieniec; istota, której dusza wciąż żyje i panuje nad ciałem, ale to jest już martwe.

Szedłszy przez cmentarz Yorick budził z grobów zwłoki wszystkich pogrzebanych wokół zasłużonych oficerów, ale żaden z nich nie wykazywał takich cech jak on; oni nie byli nie-zmartwychwstali, byli zaledwie bezmyślnymi zombiakami, szkieletorami i ghulami. Idąc przez slumsy, Yorick - tak samo jak jego nieumarli słudzy - zabijał każdego, kto nie skrył się w domostwie. Nowo zabici także wstawali jako ghule. Szybko zrozumiał, że stał się siewcą zarazy, który dostarczał siłom Shadow Isles nieumarłych żołnierzy. Jednak to zadanie uznał za rzecz spełnianą przy okazji. Jego upragnionym celem stało się znalezienie kobiety, która go zabiła i - poprzez nowy dar - uczynienie jej ożywieńcem takim samym co on. Zmuszenie jej do tego, co mu obiecywała: do wiecznej wierności i wspólnoty. Może podsyca to ohydna rządza, której cień pozostał z życia, ale przecież umarli nie znają cielesnych uczuć; zapewne pragnienie to bierze się z czystej złośliwości i niemożności pogodzenia się z popełnionymi błędami.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.